Wtorek, 27 paź 1 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Ukraińcy studenci: dziś wolontariat, nauka na dalszy plan

Wielu ukraińskich studentów w Krakowie angażuje się w wolontariat, by w ten sposób pomóc rodakom. Nauka schodzi na dalszy plan. U niektórych pojawiają się objawy syndromu ocalonego – choć są w bezpiecznym miejscu, to mają poczucie winy, bo ich bliscy w ojczyźnie cierpią.

Ukraińcy studenci: dziś wolontariat, nauka na dalszy plan
fot: Marek Lasyk

Wielu chciałoby sprowadzić rodziny do Polski, ale nie zawsze jest to możliwe, nie zawsze bliscy chcą opuścić kraj. Niektórzy obawiają się, że wojna rozdzieliła ich na zawsze.

Olha Samonenko jest na piątym roku psychologii stosowanej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Na ferie zimowe wyjechała do domu rodzinnego w Czernihowie. Do Krakowa wróciła w poniedziałek, trzy dni przed wybuchem wojny. "Planowałam wrócić dopiero 8 lub 9 marca. W czasie ferii, w Ukrainie, pojechaliśmy z rodziną w góry. Chciałam dłużej zostać. Mój ojciec, który jest patriotą i śledzi sytuację, nakazał mi jednak jechać do Polski. Przeczuwał coś" – opisywała w rozmowie z PAP studentka.

O agresji Rosji na Ukrainę poinformowała Olhę koleżanka, również studentka psychologii. "+Olha, wojna się zaczęła+. To była pierwsza wiadomość, jaką rano tamtego dnia odczytałam" – wspominała. Jej koleżankę obudziły wybuchy bomb. 24 lutego miała mieć pociąg z Kijowa, miejscem docelowym był Kraków. Do pociągu już nie wsiadła, bo ten został odwołany. "Koleżanka sama pozostaje w Kijowie, a jej rodzice w Charkowie. Oba miasta są bombardowane" – opisywała Olha.

Ona sama w dniu wybuchu wojny pozostawała jeszcze na siedmiodniowej kwarantannie wjazdowej. W tym czasie czytała w internecie wiadomości nt. sytuacji w ojczyźnie. "Byłam bardzo zestresowana, ale pozostawałam w kontakcie z bliskimi" – opisywała. Po zakończeniu kwarantanny dziewczyna wyszła na ulice Krakowa i – jak powiedziała – poczuła na chwilę ogromną radość, bo zobaczyła szczęśliwych ludzi na ulicy. Szybko jednak uzmysłowiła sobie, że wcale nie jest szczęśliwa, a wręcz przeciwnie – jest smutna, ma poczucie winy, bo jej bliscy są w niebezpieczeństwie, a ona – w spokojnym miejscu. Zdaniem studentki ona i jej niektórzy znajomi mają przejawy syndromu ocalonego. Termin ten ma źródło w czasach Holokaustu. Syndrom ocalonego polega na tym, że chociaż jesteśmy w dobrym położeniu, to czujemy się nieszczęśliwi – dlatego, że innym się nie powiodło. Równocześnie objawem syndromu jest m.in. stres, niepokój o przyszłość.

Czernihów położony jest przy granicy białoruskiej i rosyjskiej. Z miasta jest krótka droga do Kijowa. "Czernihów został zniszczony. Bombardowane są budynki, szpitale, kina, teatry" – relacjonowała Olha.

Ojciec dziewczyny jest w wojsku, walczy. Żonę i młodszą córkę zawiózł w bezpieczne miejsce, na wieś pod Czernihów. Tu kobiety schroniły się u znajomych. Chłopak Olhy wstąpił do wojska. "Z każdej rodziny ktoś walczy. Matki koleżanek pracują w szpitalach, pomagają rannym" – opisywała dziewczyna.

Olha chciałaby, aby jej bliscy znaleźli się w Krakowie, ale teraz nie ma takiej możliwości. "Każda droga z Czernihowa jest zagrożona bombardowaniem" – podkreśliła. Jej zdaniem, należy przeczekać najgorszy czas. Dziewczyna wie, że jej ojciec nie zgodzi się przyjechać do Polski. Matka może by i przyjechała, ale – nie zostawi ojca.

Olha pisze pracę magisterską, jednak znalazła czas na wolontariat. Zajęła się tłumaczeniami sesji terapeutycznych w ośrodku interwencji kryzysowej. Od wybuchu wojny zgłasza się tu wielu uchodźców. Studentka pracuje też jako korepetytorka języka polskiego i matematyki w języku polskim.

"Marzę, aby wojna się skończyła. Długo jednak zajmie odbudowa wszystkiego, zwłaszcza ludzkiej psychiki" – powiedziała Olha Samonenko.

Wolontariuszem w Krakowie jest także student architektury Serhii. Pochodzi z Charkowa. Jego rodzice mieszkają oddzielnie. Matka spędza noce na stacji metra, ojciec w schronie w piwnicy. W tych miejscach jest bezpiecznie. Rodzice 22-latka nie chcą opuszczać Ukrainy.

Kiedy wybuchła wojna, Serhii zaangażował się w wolontariat. Pracuje w punkcie informacyjnym przy dworcu kolejowym, zajmuje się tu m.in. tłumaczeniami. Chce w ten sposób pomagać rodakom. Myśli nie tylko o rodzicach, ale i o babci i kuzynostwie w Charkowie.

Dla Serhiego nauka w tym momencie zeszła na plan dalszy. Pisze pracę inżynierską, ale teraz rozważa wzięcie urlopu dziekańskiego. "Ojciec mówi, by nie wracać. Że na miejscu nic nie pomogę, a mogę tylko stracić życie" – powiedział PAP 22-latek.

Chłopak ma rodzinę w Moskwie. Jego bliscy są przeciwni wojnie. "Każdy coś może mówić o Ukrainie, ale ten, kto nie jest na miejscu, nie dowie się, jak jest" – podsumował student.

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

  • Przez ponad 200 lat uważano go za kopię. Sensacyjne odkrycie na Wawelu

    Gabriela Koziara

Najnowsze

  • Urząd Miejski w Wojniczu już w nowej siedzibie. Przeprowadzka opóźniła się o kilka miesięcy

  • Wenecja 1 – odrestaurowana kamienica ze strefą wellness w Krakowie

  • Osada Czorsztyn odzyska blask. Ruszyła rewitalizacja zabytkowego kompleksu

  • Czy Europa wraca do najciemniejszych czasów XX wieku? Konstanty Gebert: „Powracają nastroje w innych kostiumach”

  • Koniec z niebezpiecznym skrzyżowaniem w Zembrzycach? Powstanie rondo turbinowe

  • W Zakopanem wrze wokół obwodnicy. "Drogę będę miała pod salonem"