Rozpoczyna się konserwacja tarnowskiej bimy, czyli pozostałości po spalonej i wysadzonej w powietrze w czasie II wojny światowej synagodze. Bima to centralna część, w której sprawowane były obrzędy religijne i czytana była Tora. Licząca ponad 350 lat konstrukcja była remontowana 17 lat temu. Ale okalające bimę murki sypią się podobnie jak i sama konstrukcja. Dlatego, jak przekonuje prezydent Tarnowa Roman Ciepiela, remont miejsca, które odwiedzą turyści oraz Żydzi z całego świata, był konieczny.
Mówi Roman Ciepiela
- To jest przede wszystkim konserwacja samej bimy. Po zniszczeniu i pożarze zbiegiem dziwnych okoliczności pozostała nienaruszona, ale to wyrwany fragment z całości konstrukcji, więc musi być zabezpieczona, żeby nie doszło do jakiegoś nieszczęścia, a z drugiej strony estetyzacja placu. Wykonany bodajże w 2010 roku remont pokazał, że materiały nie zostały zastosowane długotrwałe. Pierwsza warstwa cegły będzie wymieniona na inny materiał. takie prace były potrzebne już od dawna.
Miasto zabiegało o ich dofinansowanie. Z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego zamiast spodziewanych 100 tysięcy złotych na remont bimy oraz placu Tarnów otrzymał 50 tysięcy złotych. Ponad 250 tysięcy musiał dołożyć z własnego budżetu. Prace mają potrwać do połowy września.