Nie chcieli leczyć potrąconej sarny, tylko ją od razu odstrzelić. Urzędnicy Wojnicza nie wiedzieli, co zrobić z poszkodowanym dzikim zwierzęciem, a o procedury pytało... reporterkę Radia Kraków. A wszystko zaczęło się od zgłoszenia pani Lucyny Litwin, która zauważyła leżące na ulicy zwierzę i sprawę zgłosiła do urzędu gminy.
Urzędnicy obiecali pani Lucynie, że zajmą się sarną i zadzwonią do koła łowieckiego, które zwierzę może odstrzelić. Po interwencji Radia Kraków zwierzę zostało przewiezione do tarnowskiej lecznicy, gdzie zostało przebadane.
- Ze zdjęć rentgenowskich, jakie wykonaliśmy wyszło, że jest wybita po prawej stronie główka kości udowej. Prawdopodobnie zwierzę z powodu tego wypadku odniosło ogólnonarządowe obrażenia i nie przeżyło - tłumaczył weterynarz Mariusz Kajpus.
A my przypominymy, że obowiązkiem gminy jest zająć się poszkodowanym zwierzęciem na jej terenie. W takiej sytuacji zwierzę powinno być przewiezione nie do koła łowieckiego, a do weterynarza, który decyduje o uśpieniu lub leczeniu zwierzęcia. To możliwe jest w Ośrodkach Leczenia Dzikich Zwierząt.
(Agnieszka Bednarz/ew)