Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad kończy przygotowanie koncepcji programowej dla budowy wyczekiwanej, ale i oprotestowanej drogi. Wszystko powinno być gotowe do marca i w połowie roku można by ogłaszać przetarg na projekt i budowę wschodniej obwodnicy Tarnowa, która została wpisana do rządowego programu 100 obwodnic. Jednak GDDKiA oczekuje, że miasto dołoży do tej inwestycji połowę kwoty, co jak przekonuje prezydent Tarnowa, jest nierealne. "Żadne miasto nie było postawione w takiej sytuacji" - mówi.
Jak wyjaśnia Iwona Mikrut z krakowskiego oddziału GDDKiA, planowana wschodnia obwodnica Tarnowa przebiega w 56 procentach przez teren miasta. "Zgodnie z przepisami prawa, w takiej sytuacji część inwestycji, która przebiega przez miasto, powinna być finansowana przez samorząd" - mówi.
To by jednak oznaczało, że Tarnów musiałby dołożyć do inwestycji 150-200 milionów złotych. "Oczywiście, że jest to niemożliwe. W takim przypadku żadne miasto nie było postawione. Ani Kraków, ani Warszawa, ani jakiekolwiek inne miasto. Więc i Tarnów takiego warunku nie spełni. Tym bardziej że z obwodnicy nie będzie włączenia do układu komunikacyjnego miasta. To jest droga dla ruchu tranzytowego i międzynarodowego w ciągu drogi krajowej" - przekonuje w rozmowie z Radiem Kraków prezydent Tarnowa Roman Ciepiela.
- System finansowania samorządów w Polsce jest tak skonstruowany, że miasta nie posiadają takich pieniędzy. To jest rzecz powszechnie znana. Natomiast duże inwestycje są finansowane z funduszy dedykowanych na budowę dróg, które są w posiadaniu instytucji rządowych. Nawet jeżeli są to środki europejskie, to na tego typu drogi są w dyspozycji rządu - dodaje Ciepiela.
Jak wyjaśnia Iwona Mikrut, Kraków nie musiał współfinansować budowy południowej obwodnicy, bo będzie ona miała charakter drogi ekspresowej, a takie - podobnie jak autostrady - finansuje rząd. Wschodnia obwodnica Tarnowa ma mieć wprawdzie po dwa pasy w każdą ze stron, ale ma mieć charakter drogi głównej przyśpieszonej.