W tarnowskim ratuszu wybuchł dziś pozorowany pożar. Podobne ćwiczenia były już przeprowadzane, ale tym razem polegały nie tylko na ewakuacji ludzi, ale też wyniesieniu wybranych zbiorów muzeum.
posłuchaj materiału Bartka Maziarza
Były syreny alarmowe, ale strachu nie było. Jeden z pracowników wyprowadził grupę młodzieży, która akurat zwiedzała ratusz. Po ewakuacji zostali policzeni - nikogo nie brakowało...
Jak tłumaczy Andrzej Szpunar, dyrektor Muzeum Okręgowego w Tarnowie - trzeba ćwiczyć na wszelki wypadek. Przypomniał tragedię sprzed kilku tygodni, kiedy to płomienie strawiły muzeum w Brazylii, a to są straty nie do odrobienia, bo budynki można odbudowac, ale zbiorów już nie.
Plany ewakuacji zbiorów są przygotowane, wiadomo co i w jakiej kolejności trzeba ratować - najpierw najcenniejsze, później następne. Pracownicy muzeum doskonale znają procedury. Jak podkreśla dyrektor, nigdy nie można być przygotowanym na sto procent do wszystkich możliwych ewentualności, bo np. ogień może całkowicie odciąć jakąś salę, ale trzeba się ciagle uczyć jak reagować w różnych tego typu sytuacjach.
Czasami ratujący mogą wyrządzić bowiem więcej szkód niz żywioł - np. w płonącej bibliotece w Berlinie, to woda, która spłynęła z gaszonego strychu, zrobiła w księgozbiorze główne szkody. Dlatego w muzeum nie ma kurtyn wodnych, które w razie awarii mogłyby zalać zbiory, bo każde urządzenie może się "pomylić".
Ludzie ćwiczą, są przeszkoleni, teraz należy mieć nadzieję, że swojej wiedzy nie będą musieli sprawdzić w praktyce.
Bartek Maziarz/bp