Wyglądają jak radar, mają kamerę, wyświetlają z jaką prędkością jedziemy i proszą o to, aby zwolnić. Nie są to jednak prawdziwe fotoradary, ale... atrapy.
Gdy tego nie zrobimy widać błysk robionego zdjęcia, informację ile punktów karnych zarobiliśmy i ile nas to kosztowało. Takie dwa urządzenia od ubiegłego tygodnia pojawiły się w dwóch miejscach Tarnowa. Jacek Mnich z tarnowskiej drogówki uspokaja, że nie są to fotoradary. Mimo, że nie wystawiają mandatów to jednak mają zmusić kierowców do tego, żeby zwolnić.
Dwie atrapy fotoradarów postawił tarnowski magistrat. Lokalizację przy przejściach dla pieszych i szkole wybrała drogówka. Jeśli rozwiązanie się sprawdzi urządzeń będzie więcej.
(Bartłomiej Maziarz/ko)