Zdaniem prokuratury przy tej inwestycji miało dojść do zmowy przetargowej, przez co Tarnów zapłacił 40 milionów złotych za drogę, którą dało się wybudować za 14 milionów złotych. Dlatego miasto wezwało wykonawców łącznika do ugody i zapłaty 40 milionów złotych odszkodowania. Jak jednak dowiedziało się Radio Kraków - ta próba skończyła się fiaskiem. Teraz miasto szykuje się do żmudnego procesu cywilnego przeciwko wykonawcom łącznika z autostradą.
Firmy nawet nie musiały odpowiadać na wezwanie tarnowskiego magistratu. W sądzie w Krakowie zjawił się co prawda przedstawiciel spółki Strabag, ale niespodzianki nie było.
"Nie widzimy możliwości zawarcia ugody na proponowanych warunkach" - mówił w sądzie pełnomocnik spółki Strabag, radca prawny Andrzej Rybicki.
Firmy wypierają się udziału w zmowie, zrzucając odpowiedzialność na pracowników - mimo że dwie z nich przed urzędem kontroli skarbowej przyznały się do nieprawidłowości przy tej inwestycji.
Tak łatwo na pewno nie będzie w procesie cywilnym o gigantyczne odszkodowanie - który Tarnów ma wytoczyć wykonawcom budowy łącznika.
Na kwotę 40 milionów złotych, jakiej tarnowski magistrat domaga się od firm Strabag i Mota - Engil, składa się 26 milionów złotych, które Tarnów miał przepłacić za budowę łącznika z autostradą. A także ponad 13 milionów złotych unijnej dotacji na budowę drogi, którą miasto zwróciło w obawie przed koniecznością zwrotu dużo większych pieniędzy.
Tarnowski łącznik z autostradą "budowało" konsorcjum firm Strabag, Mota-Engil oraz Poldim. Ale ta ostatnia upadła stąd miasto zgłosiło wierzytelność do Sądu Rejonowego w Tarnowie.
Wizyta przedstawiciela spółki Strabag w sądzie mogła nie być tylko czystą kurtuazją. Radca prawny reprezentujący spółkę zwrócił uwagę, że we wniosku tarnowskiego magistratu o ugodę, jest mowa o dowodach, ale spółka ich nie otrzymała. Prawnik Strabag prawdopodobnie liczył na to, że przy okazji wizyty w sądzie dowie się czegoś więcej o dowodach, którymi dysponuje miasto.
Prawnik wynajęty przez tarnowski magistrat Grzegorz Eliasz wyjaśnił jednak, że "charakter tego postępowania nie wymaga dowodzenia w tym postępowaniu". Dowody będą przestawiane w procesie cywilnym, który miasto chce wytoczyć teraz wykonawcom budowy łącznika z autostradą.
Bartek Maziarz/Bartek Grzankowski/ew