Uważają, że wybory zostały sfałszowane lub źle przeprowadzone. Do tarnowskiego sądu wpłynęło 10 protestów wyborczych z Tarnowa, powiatu tarnowskiego, dąbrowskiego i brzeskiego. Zgłaszający mają m.in. zastrzeżenia co do liczenia głosów, uważają że na niektórych kartach nie było nazwisk wszystkich kandydatów lub zarzucają komisjom złe informowanie jak zagłosować
"Warunkiem uwzględnienia protestu jest nie tylko stwierdzenie, że w toku wyborów doszło do popełnienia przestępstwa wyborczego, ale również stwierdzenie, że miało to wpływ na wynik wyborów" - wyjaśnia sędzia Tomasz Kozioł z tarnowskiego sądu.
"Nie zawsze bowiem jest tak, że naruszenie prawa wyborczego ma wpływ na wyniki wyborów" - dodaje sędzia. A tylko w takim przypadku sąd może podjąć decyzję o unieważnienieu wyborów wogóle, bądź wyboru danej osoby na radnego.
Wśród protestujących jest m.in. tarnowski przedsiębiorca, była radna sejmiku województwa i kandydat na prezydenta Tarnowa. Najwięcej protestów wpłynęło od działaczy PISu.
Wnioski zostana rozpatrzone jeszcze w grudniu.
Przypomnijmy, do krakowskiego sądu takich sparw wpłynęło ponad 40.
Agnieszka Bednarz/kp