Państwo Maria i Władysław Witkowie z Królowej Górnej koło Nowego Sącza kilka dni temu w pożarze stracili dom i dorobek całego życia. Ogień pojawił w nocy na strychu. Na szczęście rodzinie wychowującej niepełnosprawnego syna udało się uciec. Schronienie znaleźli u córki. Teraz liczą na pomoc dobrych ludzi. -Sami nie damy rady odbudować domu - przyznają w rozmowie z reporterką Radia Kraków.
Posłuchaj co mówi pani Maria Witek
- Zostaliśmy z niczym, bo prawie wszystko się spaiło. Córka nas przygarnęła, dopóki sobie czegoś skromnego nie postawimy. Sami sobie nie poradzimy, dlatego bardzo prosimy o pomoc - mówi pani Maria. Potrzebne są przede wszystkim materiały budowlane: piasek, pustaki i drewno.
W miejscu, w którym stał drewniany dom państwa Witków, dziś znajdują się zgliszcza, a w powietrzu wyczuwalna jest woń spalenizny.
Ogień pojawił się nocą na strychu. Najprawdopodobniej doszło do zwarcia instalacji elektrycznej. Dom był w dużej części drewniany i stary, miał 60 lat. Na szczęście starszemu małżeństwu i ich niepełnosprawnemu 30-letniemu synowi nic się nie stało.
Pan Stanisław obudził się około godziny 3:00 w nocy. Zaniepokoiło go to, że w domu nie było prądu. Otworzył drzwi na strych i zobaczył ogień. Państwo Witkowie na miejscu pożaru są codziennie. Pracują od świtu, bo chcą jak najszybciej odbudować dom. Już udało się zalać ławice.
Marta Jodłowska/ar