Mieszkańcy ulic Osiedlowej i Brzeziny w Nowym Sączu mają już dość codziennego igrania ze śmiercią i grożą miastu pozwem. W miniony poniedziałek po raz kolejny zniecierpliwieni sądeczanie spotkali się z miejskimi radnymi, a radni po raz kolejny jedynie poparli ich starania. Nikt nie ma wątpliwości, że budowa chodnika przy wąskich ulicach, gdzie nie ma poboczy, a ruch jest spory, jest koniecznością. Dowodem na to są też kolizje i potrącenia pieszych.
Posłuchaj sądeckiego serwisu informacyjnego
- 5 lat temu samochód uderzył w moją żonę i dwójkę dzieci. Żona wyszła do sklepu. Samochód uderzył. Najmłodsza córka się wywróciła z wózkiem. Miała siną głowe. Dzisiaj dziecko ma problem z mową – wspomina mąż potrąconej kobiety.
Budowę chodnika na osiedlu domków jednorodzinnych obiecał w 1996 roku ówczesny prezydent Nowego Sącza, a obecny poseł Andrzej Czerwiński. Miała to być rekompensata dla mieszkańców za lata życia przy wysypisku śmieci. Choć zmieniali się prezydenci i urzędnicy, to jednak do tej pory kilometrowy odcinek pieszej trasy nie powstał.
Zazwyczaj tłumaczenie było to samo: brak pieniędzy i zgody mieszkańców na przekazanie swoich działek o szerokości półtora metra pod budowę chodnika. Cztery lata temu Stanisław Czoch odwiedził każdego z sąsiadów i poprosił o niezbędne zgody. Mimo to chodnika dalej nie ma. "Nasza cierpliwość się kończy i nie wykluczamy złożenia pozwu do sądu przeciw dyrektorowi Miejskiego Zarządu Dróg" – mówi Stanisław Czoch.
W środę urzędnicy nie znaleźli dla nas czasu. W czwartek powinniśmy się dowiedzieć czy w tym roku są szanse na budowę chodnika wzdłuż obu ulic. Koszt zadania oszacowano na około 200 tysięcy złotych.
(Bartosz Niemiec/ko)