Domagają się oczyszczenia brzegu Popradu z drzew i krzewów, a w przyszłości budowy muru oporowego. Zdaniem mieszkańców Rytra i Życzanowa na Sądecczyźnie woda w rzece nie może swobodnie przepływać i w czasie ulewnych deszczów, czy roztopów podtapia ich domy.
Posłuchaj materiału Bartosza Niemca
Mieszkańcy Rytra i Życzanowa nie chcą przede wszystkim powtórki z 2010 i 2014 roku, kiedy ich domy zostały zalane w czasie powodzi. Niektórzy z nich musieli być nawet ewakuowani. Zdaniem mieszkańców to między innymi wina gęstych zarośli, które utrudniają przepływ wody w rzece i w czasie intensywnych opadów rozlewa się ona na pobliskie tereny. Mieszkańcy twierdzą też, że z koryta nie zostały wyciągnięte połamane drzewa naniesione w czasie właśnie ostatnich powodzi.
Mamy ograniczone możliwości działania – przyznaje Władysław Wnętrzak, wójt gminy Rytro – Wody płynące nie są w gestii samorządu, ale Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej. To oni są odpowiedzialni za zabezpieczenie terenu przed powodzią. Zalanie z 2010 roku przyniosło straty w infrastrukturze gminnej o wartości 4 mln zł.
Wcześniejsze apele mieszkańców do Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej o oczyszczenie terenu, a w przyszłości budowy zabezpieczeń, nie przeniosły efektu. W czwartek urzędnicy po raz kolejny wizytowali miejsce, ale nie chcieli komentować sprawy.
Konrad Myślik, rzecznik prasowy Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie odpowiada: Poprad w tym rejonie utrzymuje się w granicach działki ewidencyjnej, bo rzeka to też działka. A to oznacza, że w tym rejonie nigdzie nie wypłynął poza granice działki, co się rzekom górskim nagminnie zdarza. Będziemy robić to, co nakazuje zdrowy rozsądek i wiedza inżynierska, a nie krzyk ludzi, którzy myślą, że jeśli jest ich wielu i zmusili urzędników do przyjazdu, to będzie to miało praktyczne skutki. Prace, które proponują: pogłębienie koryta czy przesypanie czegoś są niebezpieczne i bezzasadne, również z punktu widzenia ekonomii państwa.
(Bartosz Niemiec/ko)