W placówce wykonywane są wszystkie zabiegi, które były przeprowadzane przed epidemią koronawirusa. Jest ich jednak znacznie mniej. Dziennie wykonywano około 15 operacji w szpitalu, a dziś to zaledwie kilka. Wszystko przez m.in. obostrzenia sanitarne, wydłużenie oczekiwania na krew, czy konieczność wykonywania pacjentom testów na koronawirusa.
- Podjęliśmy jednak to wzywanie – podkreśla Sławomir Kmak, dyrektor placówki:
- Martwiliśmy się o pacjentów. To nie było komfortowe dla nikogo. Dla nas, bo musieliśmy przekładać pacjentów z operacji, na które czekali czasami nawet pół roku, rok, a nawet więcej. Z drugiej strony martwiliśmy się o pacjentów, którzy trafią do nas teraz na pewno w gorszym stanie zdrowia, może niezauważalnie dla nich, ale upływ czasu ma znaczenie.