Utrata orientacji przestrzennej przez pilota była główną przyczyną czerwcowej katastrofy śmigłowca na zboczu Lubogoszczy w Beskidzie Wyspowym. Tak wynika ze wstępnego raportu Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Do tragedii, w której zginął 30-letni pilot, przyczyniły się również trudne warunki pogodowe i prędkość maszyny.
Według ustaleń komisji w chwili zderzenia ze zboczem śmigłowiec leciał z prędkością około 200 kilometrów na godzinę. Była noc, a gęsta mgła ograniczała widoczność.
Z raportem zapoznają się śledczy z Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu. Część ustaleń ekspertów ma zostać wykorzystana jako materiał dowodowy w trwającym śledztwie.
Pilot poprosił o pomoc w nawigacji
Do katastrofy doszło na początku czerwca 2026 roku. Śmigłowiec Robinson R44 Raven II, którym leciał 30-letni Błażej Czarnecki, rozbił się na zboczu góry Lubogoszcz w rejonie Kasiny Wielkiej. Pilot wracał z komercyjnego lotu z Węgier do Polski.
Tuż przed katastrofą zgłosił kontrolerom lotu, że znalazł się w gęstej mgle, i poprosił o pomoc w nawigacji. Chwilę później śmigłowiec nadał sygnał niebezpieczeństwa. Następnie urwał się kontakt radiowy i radarowy z maszyną.
Śmigłowiec nie miał rejestratora parametrów lotu, czyli tzw. czarnej skrzynki.
Katastrofa śmigłowca w okolicach Mszany Dolnej. Nie żyje pilot
Wrak odnaleziono 4 czerwca rano, po wielogodzinnych poszukiwaniach. W akcji uczestniczyło ponad 100 osób, w tym policjanci, strażacy i ratownicy GOPR. Poszukiwania utrudniały gęsta mgła i trudno dostępny teren.