Czarne owce są coraz bardziej widoczne w dolinie Popradu. Rozpoczęty w zeszłym roku projekt nabiera tempa i zapomniany symbol regionu znów można spotkać na górskich łąkach. Początkowo tylko trzech baców z Piwnicznej ponownie zabrało się za hodowle czarnych owiec i zakupiło w zeszłym roku 35 jagniąt. Dziś jest ich ponad 90 i są przekazywane kolejnym miejscowym gospodarzom.
Posłuchaj co mówi Monika Florek, kierownik projektu
- Powrót czarnych owiec do doliny Popradu, to tak naprawdę powrót do korzeni. To z czarnej wełny mieszkańcy Piwnicznej czy Rytra szyli ubrania i stąd ich nazwa czarni górale. Podobnie jest z buncem. Ser klagany jest dla nas czymś, czym chleb był dla ludzi na nizinach – przypomina Monika Florek, kierownik projektu.
Czarne owce królowały w dolinie Popradu aż do wysiedlenia Łemków z Beskidu Sądeckiego. Po akcji "Wisła" do wielu pustych gospodarstw sprowadzono wówczas górali podhalańskich, a wraz z nimi przybyły białe owce, które z czasem wyparły hodowle czarnych. Projekt kilku baców jednak tak się spodobał, że nawet ci, którzy w nim nie uczestniczą, wracają do tradycji. - To nasz obowiązek. Białe owce są jednak na Podhalu. Nie każdy docenia, że ta czarna owca to tradycja. Czarna nie znaczy gorsza – uważa Barbara Szwala.
Hodowcy podkreślają, że mięso z czarnych owiec jest smaczniejsze niż białych. Niektórzy z nich pamiętają też, że przed wojną gazda, który miał białe owce był mniej poważany niż ten, który hodował czarne.
(Bartosz Niemiec/ew)