Wtorek, 27 paź 0 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Majowy festiwal wiosenny „de natura sonoris” przygotowany przez Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego, zaplanowany został na trzy dni i był nawiązaniem do festiwali domowych organizowanych przed laty w dworze przez państwa Pendereckich. Skrajne festiwalowe koncerty – inauguracja i zakończenie – zaplanowane zostały właśnie w dworze w Lusławicach, środkowy zaś w sali koncertowej Centrum. Piękna idea, cudowne chwile, wspaniała muzyka, niezwykłe otoczenie, ciekawe rozmowy w kuluarach z Elżbietą Penderecką, twórcami, muzykami i wielkie wzruszenie. Warto było tam być. Lusławice po raz kolejny udowodniły, że jest to miejsce, gdzie czas inaczej płynie a muzyka tam prezentowana ma wielką moc oddziaływania na słuchaczy.

Lusławice. Brzmienie natury
Dwór w Lusławicach. Fot. A. Malatyńska

Historia muzyki pełna jest wspomnień o tym, jak państwo Pendereccy w latach 80. XX wieku, w świeżo odnowionym dworze, urządzali festiwale domowe dla przyjaciół. Ich niezwykła atmosfera do dziś jest pamiętana, bo też słuchanie muzyki kameralnej, w domowym wnętrzu, a więc nawiązując do jej pierwotnych funkcji, ale w najlepszych możliwych wykonaniach, zawsze robiło i nadal robi wrażenie.

Ta atmosfera była też związana z tym, że wielu kompozytorów pisało z tej okazji utwory, zamówione zresztą przez Krzysztofa Pendereckiego. Wystarczy wymienić choćby takie nazwiska twórców jak: Krystyna Moszumańska-Nazar, Marek Stachowski, Eugeniusz Knapik czy Zbigniew Bujarski, który nawet zatytułował swój utwór ”Kwartet na otwarcie domu”. Koncerty domowe otrzymywały wtedy niezwykłą oprawę; w przerwach między nimi odbywały się wspaniałe przyjęcia organizowane, w salonie, ogrodzie, lamusie, którym towarzyszyły piękne wizytówki i karty z wypisanym menu. Tutaj mistrzynią organizacji była zawsze Elżbieta Penderecka, ona dbała o formę, np. odpowiednią porcelanę, zastawę, zaproszenia itd. Np. takie stwierdzenie z ówczesnego menu jak „cukry w altanie” do dziś jest na stałe związane z dworem w Lusławicach.

Po 42 latach do tej tradycji nawiązało Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego w Lusławicach, organizując wiosenny festiwal „de natura sonoris”. Wzięłam udział w wieczorze inaugurującym festiwal, który odbył się 1 maja. Trudno opisać ten nastrój, gdy od bramy idzie się w kierunku dworu przepiękną aleją, jest maj, a więc miesiąc, gdzie natura budzi się do życia. Wszystko się zieleni i niezwykle pachnie. Park zachwyca. Można spojrzeć na labirynty, przejść kilkoma ścieżkami, dotrzeć do altany, obejrzeć z tarasu dworu drewniany czerwony mostek w ogrodzie japońskim. Poczuć jak ten szesnastohektarowy park ma swoją energię. Pięć tysięcy drzew zasadzonych na tym terenie to jest moc. Rośliny – a jest ich w parku dwa tysiące gatunków – fascynują. Koncert rozpoczynał się o godz. 19, a więc o najpiękniejszej porze dnia, gdy dzień przechodzi w noc, gdy jest jeszcze jasno, ale już jest włączone sztuczne oświetlenie dworu. Po takich wrażeniach z naturą w roli głównej muzyka brzmi zupełnie inaczej.

W salonie dworu wystąpił Kwartet Śląski, jeden z najlepszych tego typu zespołów; ten sam kwartet, który zagrał 42 lata temu w dworze na domowym festiwalu państwa Pendereckich. Co prawda tylko jeden artysta – II skrzypek Arkadiusz Kubica – był wykonawcą wtedy przed laty, ale jednak był to ten sam zespół. Wieczór otworzył Kwartet smyczkowy f-moll op.80 Mendelssohna. Ponadto prawykonanie miał Kwintet smyczkowy Joanny Wnuk-Nazarowej, uczennicy Pendereckiego i przyjaciółki domu państwa Pendereckich. Zabrzmiało prawykonanie wersji oryginalnej (do kwartetu dołączył Jan Kotula, kontrabasista z NOSPR-u), bo wersja orkiestrowa była już prezentowana wcześniej przez Sinfoniettę Cracovię. Utwór powstał w 2018 roku i kompozytorka zadedykowała go Krzysztofowi Pendereckiemu, wręczając mu go jednocześnie podczas jego 85. urodzin, które odbyły się w Teatrze Wielkim w Warszawie. Ciekawa kompozycja, nawiązująca do różnych tradycji muzycznych, ale przede wszystkim pokazująca bogaty warsztat kompozytorki. Z przyjemnością posłuchałabym jeszcze raz.

Podczas wieczoru zabrzmiał też I Kwartet smyczkowy Eugeniusza Knapika, który był wykonany 42 lata temu. I jak przypomniał w kuluarowych rozmowach kompozytor, był on wówczas wykonany dwa razy jednego dnia. Raz przez Kwartet Śląski, który w trybie awaryjnym taksówką został ściągnięty z Poznania do Lusławic, a raz przez Kwartet Wileński, któremu Związek Radziecki nie dał wówczas zgody na wyjazd do Polski do Krzysztofa Pendereckiego, ale jego muzycy i tak wyjechali prywatnie i niespodziewanie stawili się w Lusławicach.

Na finał wysłuchaliśmy IV Kwartetu smyczkowego Krzysztofa Pendereckiego, z 2016 roku, jednego z ostatnich dzieł mistrza, który powstał w osiem lat po III Kwartecie „Kartki z nienapisanego dziennika” i nawiązuje do tej kompozycji. W tym utworze Krzysztof Penderecki ponownie powraca do świata swojego dzieciństwa, które spędził w Dębicy. Ten sam motyw huculski z III Kwartetu słyszalny jest i w IV Kwartecie, w którym też odnaleźć można świat dźwiękowy tradycji żydowskiej.

A na bis muzycy wykonali II Kwartet smyczkowy Krzysztofa Pendereckiego, awangardowy, zagrany z niezwykłą energią, który w doskonały sposób pokazał drogę jaką przeszedł kompozytor. Od awangardy – do… w pewnym sensie wręcz klasyki.

Piękny wieczór. Warto przyjechać do Lusławic, zwłaszcza, że to miejsce oferuje wiele ciekawych imprez. Serdecznie polecam!

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

  • Przez ponad 200 lat uważano go za kopię. Sensacyjne odkrycie na Wawelu

    Gabriela Koziara

Najnowsze

  • Urząd Miejski w Wojniczu już w nowej siedzibie. Przeprowadzka opóźniła się o kilka miesięcy

  • Wenecja 1 – odrestaurowana kamienica ze strefą wellness w Krakowie

  • Osada Czorsztyn odzyska blask. Ruszyła rewitalizacja zabytkowego kompleksu

  • Czy Europa wraca do najciemniejszych czasów XX wieku? Konstanty Gebert: „Powracają nastroje w innych kostiumach”

  • Koniec z niebezpiecznym skrzyżowaniem w Zembrzycach? Powstanie rondo turbinowe

  • W Zakopanem wrze wokół obwodnicy. "Drogę będę miała pod salonem"