"Uchodźcy nie są złymi ludźmi. To zwykli mieszkańcy, którzy uciekają, aby przeżyć" - przekonywał w rozmowie z Radiem Kraków dr Pietro Bartolo, który od 24 lat leczy setki tysięcy uchodźców na włoskiej wyspie Lampedusa. Bartolo jest jednym z pierwszych i najważniejszych świadków kryzysu humanitarnego, który zaczął się na tej małej śródziemnomorskiej wyspie.
Dr Pietro Bartolo zaprzecza też sugestiom niektórych polskich polityków, że uchodźcy przenoszą niebezpieczne choroby i pasożyty. I że przez to są zagrożeniem dla naszego kraju. - Nic z tego nie jest prawdą. Od 1991 roku przebadałem ok. 300 tys. imigrantów i nigdy nie spotkałem się z chorobami zakaźnymi. Czasami zdarzają się choroby pasożytnicze, ale te wynikają z warunków, w jakich ci ludzie są zmuszeni przebywać. Leczy się je podaniem jednego leku - przekonuje w rozmowie z Radiem Kraków lekarz.
Jak podkreślał Bartolo, lepiej pięć razy w roku mieć chorobę pasożytniczą niż grypę. "Od grypy się umiera, od pasożyta nie" - twierdzi Bartolo.
Lekarz z Lampedusy dodał też, że liczba chorych imigrantów nie przekracza średniej w krajach, do których docierają. Poza tym - jak przekonuje - są też lekarze, którzy za każdym razem ich badają.
Heroiczny lekarz Pietro Bartolo jest jednym z bohaterów książki "Wielki przypływ" Jarosława Mikołajewskiego. 15 października w księgarni De Revolutionbus na Brackiej 14 w Krakowie odbyło się spotkanie z pisarzem i słynnym lekarzem.
(Barbara Gawryluk/ew)