Z inicjatywy rodziny płetwonurkowie szukają zaginionego na początku stycznia Piotra Kijanki - potwierdza Sebastian Gleń z małopolskiej policji. Jak mówi Gleń, płetwonurkowie analizowali dotychczasowe działania Straży Pożarnej, ale postanowili przeprowadzić własną akcję. Strażacy do poszukiwań wykorzystywali sonar. W akcję byli też zaangażowani policjanci z Niemiec i specjalnie szkolone psy tropiące. Mężczyzny wciaż nie udało się odnaleźć.
34-letni Piotr Kijanka w nocy 6 stycznia wyszedł z jednej z restauracji na placu Nowym w Krakowie i nie wrócił do domu na os. Dąbie ani nie nawiązał kontaktu z rodziną. Jego telefon przestał działać jeszcze w restauracji. Jego sylwetkę zarejestrowały kamery miejskiego monitoringu - widać tam zaginionego, gdy przechodził ulicą Miodową, a następnie Starowiślną.
Kilka dni po zaginięciu mężczyzny do jego poszukiwań powołano specjalną grupę, złożoną z ekspertów komendy miejskiej i komendy wojewódzkiej policji w Krakowie.
(Teresa Gut/rk/ko)