Tak wielu wypadków i poważnych zdarzeń jak w tym roku, TOPR nie notował od bardzo dawna. Praktycznie codziennie ratownicy przynajmniej kilkakrotnie wzywani są do różnego rodzaju wypadków. Turystka, która w poniedziałek, w rejonie Czuby Goryczkowej zsunęła się w dół o 300 metrów może mówić o ogromnym szczęściu. Odniosła niegroźne obrażenia.
Za tak dużą liczbę zdarzeń odpowiada z jednej strony pogoda. Deszcz padający w Tatrach praktycznie codziennie powoduje, że szlaki są mokre, śliskie i bardzo niebezpieczne. Andrzej Maciata, ratownik TOPR przyznaje jednak, że zdarza się, iż turyści nie oceniają realnie swoich możliwości uznając, że w razie kłopotów wezwą śmigłowiec pogotowia górskiego.
W przypadkach, gdy wzywającym pomocy ewidentnie chodziło jedynie o transport śmigłowcem, TOPR odmawia udzielenia pomocy, oferując pomoc w zejściu w dół. Warto pamiętać, że godzina lotu ratowniczego śmigłowca to koszt około 2-4 tysięcy złotych. Z kolei remont maszyny po przekroczeniu określonej liczby lotów to już koszt kilkunastu milionów.
Przypominamy: Kolejny wypadek w Tatrach. Turystka spadła 300 metrów
(Przemysław Bolechowski/ko)