W Małopolsce zostaną zamknięte linie między Nowym Sączem a Chabówką, Trzebinią a Wadowicami i Kalwarią Zebrzydowską a Bielskiem Białą przez Kęty. Dzięki temu w kasie PKP zostanie około 80 milionów złotych rocznie.
To ma być sposób na łatanie kolejowego budżetu. PKP chcą wyłączyć za kilka miesięcy 10 procent swoich tras. Dzięki temu w kasie spółki ma zostawać około 60-80 milionów złotych rocznie. Już w grudniu PLK zamknie 2 tysiące kilometrów torów na 90 odcinkach w całym kraju. W Małopolsce zostaną zamknięte m.in. historyczna linia między Nowym Sączem a Chabówką, nieczynna już trasa Trzebinia - Wadowicami oraz linia z Kalwarii Zebrzydowskiej do Bielska-Białej przez Wadowice.
"To linie przynoszące największe straty. Nie likwidujemy tych odcinków i nie zamierzamy rozbierać torów" - uspokaja wiceprezes PLK Filip Wojciechowski. Jeżeli przejęciem połączeń na zamykanych właśnie trasach będą zainteresowane samorządy, PKP umożliwi powrót na tory pociągów.
Na liście linii do "czasowego zamknięcia" opracowanej przez specjalistów z PKP jest między innymi trasa z Kalwarii Zebrzydowskiej do Wadowic. Ten kolejowy szlak kilka lat temu przeszedł remont. Linia miała służyć turystom, których do papieskiego miasta miał dowozić specjalny, papieski pociąg. Pierwszy wyruszył w trasę w 2006 roku. Po kilku latach, z powodu małego zainteresowania połączeniem, charakterystyczny żółty pociąg został zlikwidowany. Teraz może się okazać, że Wadowice będą pozbawione kolejowej komunikacji i z Krakowem i z Bielskiem Białą.
"Liczba połączeń spadała. Jeżeli teraz dostosuje się rozkład jazdy do faktycznych potrzeb mieszkańców, to pociągi bardzo szybko się zapełnią. Jeżeli się nie napełnią, to wtedy sopiero zastanówmy się, co robić dalej" - komentuje Jacek Jończyk, starosta wadowicki.
Na czasowo wyłączonych odcinkach ma zostać utrzymane minimalne zatrudnienie po to, aby infrastruktura nie została rozkradziona. Szacuje się, że utratą pracy zagrożonych będzie około 500 pracowników kolej.
(Marek Mędela/IAR/jg)