Do jednego z krakowskich warsztatów zgłosił się mężczyzna, który przekonywał, że od dłuższego czasu z silnika słyszy piszczenie. Po otwarciu maski okazało się, że to... kilkutygodniowy kot. Zwierzę w komorze silnika spędziło 40-kilometrową podróż z Miechowa do Krakowa. Jak dowiedział się reporter Radia Kraków, prawdopodobnie schowało się w samochodzie przed deszczem.
- To niesamowite, że zwierzę przeżyło taką przejażdżkę - powiedział Norbert Kwestarz, właściciel zakładu mechanicznego.
Jak twierdzi, zwierzę zamieszkało już na stałe w magazynach z częściami. Powoli się oswaja - nawet z odgłosami warsztatu. Nadano mu na imię Janusz. Na cześć jednego z pracujących tam mechaników, Janusza Kota.