Od jakiegoś czasu w większości jadłospisów góralskich karczm, króluje radosna twórczość właścicieli obiektów i kucharzy. Bardzo często najzwyklejsze potrawy nagle przyjmują wyszukane nazwy.
Zdarza się tak, że nazwa ma być dowcipna, ale u części klientów budzi zażenowanie. I tak w jednej z restauracji, piersi z kurczaka w sosie ochrzczono "cyckami Maryny". Dlatego Andrzej Gąsienica Makowski chce, aby choć najbardziej znane góralskie potrawy w każdej restauracji miały te same nazwy.
Leszek Dorula zakopiański radny, ale i właściciel karczmy zastrzega, że część oryginalnych nazw to efekt nieco innej niż zazwyczaj receptury przyrządzania danej potrawy. Prawie każdy szef kuchni wprowadza swoje zmiany chcąc aby jedzenie w jego karczmie miało niepowtarzalny smak.
(Przemysław Bolechowski/ko)