Najpierw były deklaracje pomocy, teraz jednak nie ma pieniedzy. Jak dowiedziało się Radio Kraków, krakowski szpital wojskowy wciąż nie otrzymał z ministerstwa spraw wewnętrznych pieniędzy na leczenie rannych Ukraińców. Podobnie jest innych częściach kraju - w woj. Podkarpackim odmówiono już przyjmowania nowych rannych. "MSW złożyło puste obietnice" - twierdzą lekarze.
Przypomnijmy, w lutym przyjętych zostało tam 9 protestujących z Majdanu z ciężkimi obrażeniami. Jak poinformował nas pułkownik Piotr Gicała ze szpitala wojskowego, w dalszym ciągu placówka musi leczyć rannych z własnych środków, bo ministerstwo nie podjęło jeszcze decyzji o zwrocie kosztów za ich hospotalizacje. Szpital nie może liczyć na pomoc Urzędu Wojewódzkiego. "To nie leży w naszych kompetencjach" - powiedział w rozmowie z Radiem Kraków Jan Brodowski, rzecznik Wojewody Małopolskiego.
Pułkownik Piotr Gicała przekonuje, że jeśli w najbliższym czasie szpital nie otrzyma pieniędzy z ministerstwa, będzie musiał wysłać faktury za leczenie Ukraińców bezpośrednio do przełożonych w Warszawie. "Nie mamy prawa leczyć nieubezpieczonych osób z pieniędzy publicznych, a nie chcemy rannych Ukrainców wysłać do domów" - przekonywał.
Podobne kłopoty mają szpitale w całej Polsce . Jak twierdzi Przemysław Miśkiewicz, z fundacji Pokolenie, zajmującej się rannymi protestującymi z Majdanu: "Na podkarpaciu już zapadła decyzja, że nie są przyjmowani kolejni ranni uczestnicy protestów na Ukrainie. Obawiam się, że jeśli MSW nie podejmie w najbliższym czasie decyzji o przeznaczeniu na ten cel pieniędzy, odmawiać będą też szpitale w innych częściach kraju." Tymczasem, według Miśkiewicza, zapotrzebowanie na pomoc medyczną wśród Ukrainców jest ogromne. "Według naszym informacji, wciąż opieki medycznej potrzebuje ok 1000 osób. Boją się iść do szpitali we Lwowie badź Kijowie, bo jeszcze niedawno służby bezpieczeństwa porywały z tamtąd protestujących" - mówi Żanna Słoniowska, lwowska dziennikarka mieszkająca w Krakowie.
Według Miśkiewicza, sytuacja może jeszcze się pogorszyć. "Widzimy, że sytuacja na Krymie zaczyna eskalować. Co, jeśli przyjedzie do nas nie kilkanaście, ale kilkadziesiat albo kilka tysiecy rannych? W tej chwili jesteśmy na to kompletnie nieprzygotowani.".
O komentarz w tej sprawie poproliśmy MSW. Do tej pory nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
(Karol Surówka/ko)