12 czerwca wieczorem w przytulisku dla psów w podkrakowskich Harbutowicach wybuchł pożar.
"Uratowały nas psy. To wszystko trwało moment. Przyjechała straż, oni byli błyskawicznie, a mnie się wydawało, że to trwało wieki całe. Wszystko stanęło w płomieniach. Strażacy powiedzieli, że dym było widać aż w Sułkowicach. Wszystko jest spalone, nie nadaje się w ogóle do odtworzenia" - mówi Małgorzata Dobrzańska, która razem z mężem prowadzi przytulisko i od lat pomaga bezdomnym, niepełnosprawnym zwierzętom.
Przyczyną pożaru było najpewniej zwarcie elektryczne. Nikomu nic poważnego się nie stało, ocalały też zwierzęta, ale pożar zostawił po sobie szereg zniszczeń.
W tej chwili potrzebne są lodówki na karmę dla psów, blaszany garaż, by przechować jedzenie i wsparcie finansowe na gruntowny remont.