Rolnicy boją się, gdzie sprzedadzą ewentualną nadwyżkę plonów, bo ukraiński i rosyjski rynek został dla nich zamknięty.
Dodatkowo tegoroczna, łagodna zima i ciepły początek wiosny spowodowały, że drzewa owocowe w sądeckich sadach pokryły się większą niż zazwyczaj liczbą kwiatów. Jak dotąd Sądecczyznę ominęły też przymrozki i gradobicia. Z jednej strony to bardzo dobre wiadomości dla sadowników, ale z drugiej pojawia się niepokój. "Obfitość plonu może spowodować, że cena za kilogram owoców w skupach będzie niewielka" – mówi Krzysztof Maurer, znany sądecki sadownik.
Drugi powód do zmartwień, to gdzie sprzedać ewentualną nadwyżkę, bo od konfliktu na Ukrainie sadownikom trudno znaleźć rynek zbytu na wschodzie. Grupy producentów szukają nowych kierunków eksportu. Choć na horyzoncie są pewne perspektywy, od razu pojawiają się też kolejne problemy. "Nadzieję daje przetwórstwo owoców" – twierdzi sadownik Leopold Dybiec.
O problemach sądeccy sadownicy dyskutowali podczas tegorocznego Święta Kwitnącej Jabłoni w Łącku. Podczas konferencji sadownikom został przestawiony też program rozwoju wsi w kontekście wsparcia sadownictwa i przetwórstwa owoców w nowej perspektywie finansowej Unii Europejskiej.
(Bartosz Niemiec/ko)