Jest ich coraz więcej, są coraz modniejsze i nadal bywają wyjątkowo łatwym obiektem kradzieży. Ostatnio fala kradzieży przetoczyła się przez parking rowerowy pod Muzeum Narodowym, w miejscu, gdzie ruch jest wyjątkowo duży, a właściciele dwóch kółek ostrzegani są specjalnymi naklejkami o tym, że stojaki nie są w żaden sposób strzeżone. Jan Szpil ze stowarzyszenia Kraków Miastem Rowerów podkreśla, że często jednoślady znikają przez... bezmyślność ich właścicieli.
"Jedynym sposobem jest zakup odpowiedniego zabezpieczenia" - mówi w rozmowie z Radiem Kraków Jan Szpil - Ukradziono mi 2 rowery, ale to z mojej własnej głupoty, bo stosowałem kiepskie zabezpieczenie.
Jak jednak twierdzi Jakub Furmańczyk ze sklepu rowerowego, nawet najlepsze zabezpieczenie nie daje pełnej gwarancji, że nasz rower nie zostanie skradziony. "Na wszystko znajdzie się sposób. Złodzieje mają przecinaki, czasem nawet stosują ciekły azot, żeby zamrozić rowerowe zabezpieczenie" - dodaje Furmańczyk.
Jak podaje policja, w ubiegłym roku zgłoszono w samej Małopolsce 480 kradzieży. Policjanci są zgodni, że nie są to łatwe przypadki. Często nawet przy wykryciu dziupli rowerowej trudno ustalić, czyje jednoślady są tam przetrzymywane. By ułatwić sprawę policja prosi o to, by trzymać przy sobie karty gwarancyjne swoich pojazdów, nawet, jeśli nie są już ważne. Znajdują się tam numery seryjne, które pozwalają na identyfikację roweru.
(Marcel Wandas/ew/ko)