Zboże, pastwiska, ciągniki i kombajny - już niedługo to wszystko może zniknąć z krajobrazu Małopolski.
Przez kilkaset lat małopolscy rolnicy walczyli o to, by w miejscu lasów stworzyć pola, na których można byłoby uprawiać. Teraz, po raz pierwszy od czasów średniowiecznych, upraw zaczyna ubywać. Jak wynika ze statystyk Małopolskiej Izby Rolniczej, w naszym rejonie w zastraszającym tempie ubywa pól uprawnych. Odłogiem leży już już co ósmy hektar. W ostatnich dziesięciu latach małopolscy rolnicy porzucili ponad 70 tys. gospodarstw. Tak porzucone pola bardzo trudno odzyskać.
Jak twierdzi Henryk Dankowiakowski z Izby Rolniczej w Małopolsce, dużym problemem w naszym rejonie jest niewielka średnia wielkość gospodarstw. Przy obecnych cenach żywności uprawy stają się opłacalne dopiero na działkach kilkunastohektarowych. Dankowiakowski jest dodatkowo zaniepokojony, gdyż Polska już teraz importuje produkty, które kiedyś produkowała w nadmiarze, np, cukier i wieprzowinę. Według niego jednak nie tylko ekonomicznie nasz rejon może na tym stracić. Nasi wnukowie gospodarstwa rolne z krowami, kozami i królikami być może będą znali już tylko z opowieści.
(Karol Surówka/ko)