Akcja, prowadzona przez komornika, policję, urzędników i wynajętą przez nich firmę przeprowadzkową będzie kosztować rodzinę około 8 tysięcy złotych. Gdyby Pielkowie wyprowadzili się dobrowolnie, eksmisja nie byłaby potrzebna. Miasto proponowało, że zapłaci za wyburzany pod budowę ulicy Lema dom 1,4 miliona złotych. Rodzina uznała, że to z mało i odwołała się od tej decyzji. Liczyła, że pozostanie w domu do rozstrzygnięcia sprawy. Urzędnicy czekali blisko rok, w końcu doszło do eksmsji, bo dom blokował prace
Posłuchaj o eksmitowanej rodzinie
Kilka dni temu rodzina pana Zbigniewa Pielki została siłą usunięta z domu, który gmina Kraków przejęła pod budowę ulicy Lema. Usunięcie odbyło się w dramatycznych okolicznościach, z udziałem policji. Mieszkańcy nie chcieli się zgodzić na "milion czterysta tysięcy złotych" odszkodowania. Nie chcieli też opuścić domu. Osiem osób trafiło do trzech mieszkań zastępczych. Jak tłumaczy zięć pana Zbigniewa, rodzina miała dostać mniej, niż milion czterysta tysięcy za oddanie domu. Do tego straciła ważne źródło dochodu, bo w budynku były też dwa lokale wynajmowane pod sklepy. Rodzina tymczasowo mieszka w trzech lokalach socjalnych, w nowych blokach na Prądniku Czerwonym.
Rodzina Pielków wyliczyła, że na rękę dostałaby niecały milion. Za te pieniądze, jej zdaniem, nie kupią domu w podobnej lokalizacji, tak aby móc dalej dorabiać na wynajmie lokali. Z urzędnikami jednak nie wygrali. Teraz czekają na nową wycenę i będą musieli przyjąć to, co będzie. Mało tego, gmina zamierza obarczyć ich kosztami poniedziałkowej egzekucji. Wyszło około 8 tysięcy złotych. Gdyby sami opuścili dom, nie byłoby potrzebne wynajmowanie firmy do przeprowadzek i policji.
Większość z kilkunastu właścicieli działek przejętych pod budowę ulicy Lema, dobrowolnie zgodziła się je oddać i wziąć odszkodowanie.
Przypominamy: Ruszyły eksmisje ludzi blokujących rozbudowę ul. Lema
(Maciej Skowronek/ko)