Słynny małopolski pociąg papieski na bocznicy aż od października. Kiedyś nowoczesny, komfortowy, a teraz zepsuty skład stoi w Suchej Beskidzkiej.
Kiedyś był atrakcją turystyczną, teraz nie jeździ w ogóle. Pociąg papieski, w charakterystycznym złotym kolorze, ruszył po raz pierwszy z Krakowa do Wadowic w 2006-tym roku. Pasażerowie na telebimach mogli oglądać filmy, a przez głośniki słuchać opowieści o miejscach związanych z Janem Pawłem II. A do tego zobaczyć je na własne oczy podczas podróży do Wadowic.
Pomysł upadł w 2009-tym roku z powodu małego zainteresowania. Skład zaczął pełnić funkcję zwykłego pociągu i jeździł na przykład do Zakopanego.
Kolejarze szumnie zapowiadali, że w tym roku wróci na swoją dawną trasę, do rodzinnego miasta Karola Wojtyły. Nic takiego się nie stało. Jak tłumaczy Barbara Węgrzynek z Przewozów Regionalnych - z powodu awarii.
Zagrożeniem dla pociągu papieskiego są też plany zamknięcia linii z Kalwarii Zebrzydowskiej, przez Wadowice do Bielska-Białej.
Zdaniem Polskich Linii Kolejowych trasa cieszy się zbyt małym zainteresowaniem. Na razie dopuszczona jest warunkowo. Kursowanie pociągu papieskiego może nie wystarczyć do jej uratowania.
Według wicemarszałka województwa małopolskiego Romana Ciepieli, oferta byłaby w pełni atrakcyjna wtedy, gdyby jeździł nie jeden, a dwa pociągi, które w razie awarii czy przeglądów technicznych mogłyby się wymieniać. Dodatkowy pojazd trzebaby jednak wyposażyć w urządzenia, które są w pociągu papieskim.
( Izabela Głód /Maciej Skowronek/ko)