To był prawdziwy Meksyk - tak mówią "lokalsi" o barze Meksyk przy ulicy Igołomskiej w Krakowie. Był, bo teraz został tylko gruz. Wyburzony bar pamiętał czasy budowy Nowej Huty, zdążył też obrosnąć wieloma legendami... A nowohucianie - zarówno starzy, jak i młodzi, mają z nim mnóstwo wspomnień.
Posłuchaj materiału Martyny Masztalerz
"Jak mówisz "Meksyk" – to każdy wie, o co chodzi. Miejsce z kiepską renomą, ale jedzenie dobre. Gulasz, schabowy, oj, schabowego to podawali dobrego" – wspominają nowohucianie.
Nie bez powodu Meksyk zyskał taką nazwę, bo sceny, jakie tam miały miejsce przypominały te na Dzikim Zachodzie. "Szczególnie ci, którzy pracowali na cementowni, kombinacie, wracali z Pleszowa do centrum Nowej Huty i zatrzymywali się po drodze w Meksyku, mieli czasem problem z powrotu" – opowiada Maciej Twaróg, nowohucianin z inicjatywy Magistrat Nowohucki.
A historia tego miejsca sięga samych początków historii dzielnicy."Nazwa wzięła się od osiedla robotników, którzy budowali Nową Hutę. W tych czasach osiedla, powiedzmy, niespecjalnie eleganckie nazywano potocznie meksykiem. To było tuż po wojnie, kraj zniszczony, a i ludzie nie mieli specjalnych wymagań. Jedyną pamiątką jest przystanek tramwajowy Meksyk i oczywiście okoliczny bar" – relacjonuje Maciej Miezian z Muzeum Krakowa.
Fot. M. Wandas/arch. RK
"Szkoda, że został zrównany z ziemią. Coraz mniej jest tych miejsc, które powinny być znane kolejnym pokoleniom, a których historia sięga początków istnienia dzielnicy" – przyznaje Maciej Twaróg.
Teraz po Meksyku została już tylko kupa gruzu... i wspomnienia. A Nowa Huta w tym roku "obchodzi" 70. urodziny.
(Martyna Masztalerz/ew)