"Bezpieczne zebry" to nie akcja obrońców zwierząt, ale krakowskich strażników miejskich. Pouczają, a w przypadkach gdy rażąco łamane są przepisy, są gotowi wystawić mandat. Szczególną uwagę zwracają na rowerzystów pojawiających się tam, gdzie nie wolno jeździć rowerem.
Jeżdżą przez przejścia, nie zwracają uwagi na pieszych, jeżdżą za szybko – to główne grzechy rowerzystów wymieniane przez krakowian.
Według Marka Anioła, rzecznika krakowskiej straży miejskiej, rowerzyści nie zsiadają z roweru na przejściach, gdzie powinni to zrobić. Kluczą pomiędzy pieszymi, matkami z dziećmi. To jeden z największych problemów. Kolejna przyczyna interwencji to jazda po chodniku. Oczywiście tutaj są wyjątki, kiedy np. jedzie z nami dziecko do 10. roku życia, kiedy mamy drogę, po której można jeździć powyżej 50 km na godzinę i dwumetrowy odcinek chodnika, a nie ma drogi dla rowerów, kiedy mamy niesprzyjające warunki atmosferyczne, np. gęstą mgłę. Jednak w każdej sytuacji rowerzysta na chodniku jest gościem, pierwszeństwo mają piesi.
"Karanie rowerzystów za jazdę chodnikami, bardziej ich zniechęci niż rozwiąże problem" - twierdzi Marcin Dumnicki ze stowarzyszenia Kraków miastem rowerów. Jego zdaniem problem walki o miejsce w ruchu drogowym pomiędzy pieszymi, a cyklistami wynika z braku wystarczającej ilości dróg rowerowych. "Tak samo jest na przejściach dla pieszych, z których korzystają rowerzyści łamiąc w ten sposób przepisy" - mówi aktywista.
Za jazdę rowerem chodnikiem albo przejazd przez przejście dla pieszych grozi mandat w wysokości 100 złotych.
Katarzyna Maciejczyk/jgk