Około 100 rur ściekowych i kilkanaście dzikich wysypisk śmieci wykryli aktywiści i ekolodzy na 19 kilometrach rzeki Prądnik. Głównie znajdują się one przy ogródkach działkowych i posesjach prywatnych w Krakowie i Zielonkach. Jak mówili ekolodzy, toksyczne substancje są wyjątkowo szkodliwe zarówno dla zwierząt i roślin, jak i dla ludzi - to z tej rzeki pobierana jest woda pitna.
Posłuchaj materiału Elżbiety Raczyńskiej
My od paru lat się zajmujemy Prądnikiem między innymi w Ojcowskim Parku i czasami, jak przyjedziemy w sobotę wieczorem, to jest tak, jak byśmy weszli do środka szamba - komentuje Mariusz Waszkiewicz z Towarzystwa na Rzecz Ochrony Przyrody.
Teraz z problemem mieszkańcy zwracają się do urzędników, aby skontrolować sytuację i zapobiec dalszemu zakażeniu Prądnika.
Dyrekcja, pracownicy wiedzą o problemie i generalnie my przeprowadzamy kontrole siłami naszych pracowników i te wyloty są weryfikowane. Natomiast to jest, że tak powiem, kropla w morzu potrzeb - mówi Magdalena Gala, rzecznik prasowy Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie.
Jak dodawali aktywiści, problem z nielegalnymi odpływami i trującymi substancjami w rzekach to w Małopolsce codzienność. Z tego powodu planują kontrole w innych spływach, a spacer brzegami Prądnika to jedynie początek.