Sklepy, kawiarnie i punkty usługowe w Nowej Hucie bankrutują. W ostatnich miesiącach byliśmy świadkami kolejnej fali upadłości drobnej przedsiębiorczości w tej dzielnicy. To problem, który urzędnicy próbują rozwiązać od wielu lat, ale jak na razie, nie są w stanie ożywić Nowej Huty. "Magistrat nie ma na nią pomysłu" - uważają specjaliści.
Puste witryny mówią same za siebie
Spacerując Aleją Róż czy aleją Andersa, trudno nie zauważyć problemów "small biznesu" w Nowej Hucie. W miejscu dawnych sklepów i punktów usługowych są teraz puste lokale, a w najlepszym wypadku biura lub hurtownie, czyli miejsca, z których mieszkańcy dzielnicy raczej nie skorzystają. Na profilu Facebook stowarzyszenia Przestrzeń-Ludzie-Miasto pojawiła się nawet galeria kilkunastu nowohuckich pustostanów. "Aleja Róż jest galerią usługowych pustostanów lub lokali zamienionych ze sklepów czy kawiarni w biura i hurtownie, w najlepszym wypadku w bank lub kolejną aptekę" - czytamy w opisie.
Zobacz galerię pustostanów:
- To wszystko jest puste - przyznają rozżaleni mieszkańcy. - Był optyk, przez 40 lat. Teraz go nie ma. Przedtem tu była cukiernia, tutaj piekarnia. A tam po prawej kiosk "Ruchu". A tam był sklep z sukniami ślubnymi - wyliczają z rozżaleniem mieszkańcy Nowej Huty, którzy uważają, że powodem tego stanu rzeczy są wysokie czynsze oraz wypierające drobnych przedsiębiorców galerie handlowe. Problem jednak w tym, że w dzielnicy XVIII nie ma sklepów wielkopowierzchniowych (nabliższe znajdują się w Czyżynach), a władze miasta od lat próbują zachęcić do wynajmowaniu lokali po preferencyjnych cenach.
"Krocząca rewitalizacja" Nowej Huty
"Stosujemy różne programy, dofinansowania i inne zachęty - ale nie ma dużego zainteresowania przedsiębiorców" - tak o upadających sklepach i lokalach usługowych w Nowej Hucie mówi Jan Machowski z krakowskiego magistratu. Jednak starania urzędników, jak pokazują puste witryny w Nowej Hucie, nie przynoszą oczekiwanych efektów. - Pewnie czynników jest bardzo wiele. Być może to jest kwestia strzenia się dzielnicy - zastanawia się Jan Machowski. - Nie rezygnujemy z tych programów, które zainicjowaliśmy kilka lat temu. Naprawdę tych możliwości do zrealizowania się w Nowej Hucie jest sporo. Ale przypominam, że my możemy się skupić tylko na lokalach, które należą do nas. Niecała Nowa Huta należy do miasta, są lokale prywatne, a tutaj działają prawa rynku - zaznacza Machowski. Pomóc w ożywieniu przedsiębiorczości w Nowej Hucie miała też rewitalizacja tej dzielnicy, która rozpoczęła się w jeszcze w 2008 roku. Ta jednak wciąż się nie skończyła i według niektórych radnych dzielnicowych, aktywistów i mieszkańców, została przeprowadzona jedynie "w szufladach urzędników". Machowski odpiera jednak te zarzuty i podkreśla, że w jej ramach ożywiono m.in. Teatr Łaźnia Nowa. Co z lokalną przedsiębiorczością? - Nie da się wszystkiego zrobić od razu. Rewitalizacja to projekt kroczący - uważa rzecznik prasowy Urzędu Miasta Krakowa.
Problem nierozwiązywalny od lat
Na hasło "rewitalizacja Nowej Huty" gorzkim uśmiechem reaguje Stanisław Moryc - przewodniczący nowohuckiej Rady Dzielnicy. - Wciąż na nią czekamy. Ona trwa i jest nieskończoną historią - zauważa. On sam nad problemem upadających nowohuckich biznesów zastanawia się od wielu lat i bezradnie rozkłada ręce. - Był kiedyś taki pilotażowy program "65 lokali na 65-lecie Nowej Huty", kiedy można było wynająć pomieszczenia za symboliczną złotówkę. Niedużo, bo mniej niż 10 lokali zostało wówczas wynajętych, a potem sporo z nich zostało zamkniętych. Pytanie, dlaczego mimo preferencyjnych cen, przedsiębiorcy nie utrzymali się na rynku. Myślę, że powinniśmy - jako radni dzielnicowi i miejscy - zapytać miasta, dlaczego te programy się nie sprawdzają - uważa Moryc. Jego zdaniem rozwiązaniem, które w krótkiej perspektywie może choć trochę uratować nowohuckie sklepy i lokale usługowe to lokalny, gospodarczy patriotyzm: - Kupujmy w warzywniakach, które są koło nas, kupujmy w spożywczakach, które są koło nas i przede wszystkim odwiedzajmy nowohuckie restauracje i kawiarnie. Nie ma ich wiele, ale są i wspomagajmy je - apeluje przewodniczący XVIII dzielnicy.
Nie ma pomysłu na Nową Hutę
Specjaliści nie mają wątpliwości, że Nowa Huta to trudny teren do rewitalizacji. Paweł Hałat - prezes stowarzyszenia Przestrzeń-Ludzie-Miasto - zauważa, że inne rejony Krakowa miały w tej dziedzinie dużo więcej szczęścia: - Centrum zostało odnowione dzięki rozpędowi przemysłu turystycznego. Można polemizować czy to rewitalizacja, ale udało się też zagospodarować Zabłocie, zabudowując ją niemal od nowa apartamentowcami. Hałat podziela opinie, że handlowi i usługom w Nowej Hucie nie sprzyja wysoka średnia wieku mieszkańców oraz znajdujące się w Czyżynach sklepy wielkopowierzchniowe. Zauważa też jednak, że ta dzielnica "nie jest oczkiem w głowie władz Krakowa", które nie mają pomysłu na Nową Hutę. - Plac Centralny jest w gruncie rzeczy rondem komunikacyjnym o dość niskim poziomie estetycznym i funkcjonalnym. Jego południowa część w ogóle nie została ruszona, ale to może dobrze, bo projekt nie był najlepszy. Sama Aleja Róż właściwie jest w stanie lekko posuwającego się rozkładu i wymaga działań, aby stała się atrakcyjna zarówno dla mieszkańcu jak i dla biznesu, który stamtąd ucieka - uważa Hałat i dodaje, że miasto w sposób nieodpowiedzialny pozbyło się atrakcyjnych lokali przy placu Centralnym - reprezentacyjnym punkcie dzielnicy. Obecnie to miejsce zdominowane przez banki i sklepy sieciowe, które nie przyciągają do Nowej Huty.
Sonda: 634
(Grzegorz Krzywak/ew)