Do pożaru wyjechał tylko kierowca wozu gaśniczego i sam poprowadził akcję. Skutecznie.
Płonący samochód strażak musiał gasić sam, bo choć w jednostce stoją dwa wozy bojowe, zabrakło strażaków, którzy mogliby ruszyć do akcji.
Ford stanął w płomieniach na głównej ulicy Andrychowa. Choć kierowca próbował zgasić ogień ręczną gaśnicą, pożar się rozprzestrzeniał.
Na miejscu szybko pojawił się wóz strażacki. Jego kierowca przyjechał do akcji sam. Pozostali strażacy w tym czasie, innym wozem, gasili pożar ścierniska w okolicach Andrychowa.
Choć sytuacja wydaje się kuriozalna, takie są realia straży. Po prostu brakuje etatów.
W małej jednostce w Andrychowie na zmianie pracuje tylko siedem osób i takie sytuacje mogą się powtarzać. Już kilka tygodni temu - sam kierowca - ruszył gasić pożar stodoły w Bulowicach. Na miejscu rozwinął węże i rozpoczął walkę z ogniem. Dopiero po kilku minutach na miejsce dotarły inne wozy, które na miejsce dojeżdżały z Oświęcimia.
Marek Mędela/RK