„Będę drążył sprawę do skutku. Trzeba ją potraktować poważnie” - mówi krakowski radny Tomasz Urynowicz, niezadowolony z odpowiedzi prezydenta Jacka Majchrowskiego na interpelację w sprawie zanieczyszczenia rzeki Dłubni. Chodzi o ścieki, które po obfitych opadach zasilają koryto rzeki. „Z uwagi na konieczność zabezpieczenia terenów zabudowanych przed zalewaniem, całkowite wyłączenie przelewów burzowych nie jest możliwe” - twierdzi prezydent, a oburzony radny składa kolejną interpelację.
"Mamy XXI wiek. Na pewno nie brakuje innowacyjnych rozwiązań, które rozwiążą ten problem. Prostą rzecz jest montaż sit na wylewach, które powstrzymują wpadanie do rzeki rzeczy, jakie w kanalizacji nie powinny się znaleźć. Miasto zapowiada budowę parków rzecznych. Zrzucanie do Dłubni odpadków z kanalizacji, do rzeki, która ma być objęta działaniami parku rzecznego... gdzie tu logika?" - tłumaczy w rozmowie z Radiem Kraków radny Urynowicz.
Nowohucki radny wylicza, że w Krakowie są 34 miejsca zrzutu ścieków. Dodaje, że wiele miast wyremontowało sieć kanalizacyjną za pieniądze unijne, a Kraków "nie może się tym poszczycić".
Dłubnię regularnie sprzątają mieszkańcy Krakowa. Sami jednak podkreślają, że to "syzyfowa praca". "Możemy wysprzątać rzekę z butelek, dużych śmieci. Ze ściekami mieszkańcy sobie nie poradzą. O to musi zadbać marszałek, służby miejskie" - mówił Radiu Kraków Maciej Pawlik, krakowski aktywista.
O sprawie pisaliśmy tutaj: Mieszkańcy sprzątają Dłubnię, do której regularnie spuszczane są ścieki
(Dominika Panek, RK,ew)