Około stu "Frankowiczów" protestowało w sobotę na Rynku Głównym w Krakowie. Jak przekonywał Tomasz Sadlik, jeden z organizatorów protestu: nie przyszli na rynek, by żebrać o pieniądze, a po to - "by się pokazać, by powiedzieć, ża mają dość oszukiwania ich przez banki i że mają pomysł na rozwiązanie problemu. Trzeba po prostu usiąść do stołu i przenegocjować te wszystkie umowy".
Posłuchaj uczestników protestu.
Podobne manifestacje odbyły się m.in we Wrocławiu, Gdańsku, Poznaniu i Łodzi. Protest w Warszawie został odwołany, bo organizatorzy nie uzyskali odpowiedniej zgody w urzędzie miasta. Mimo wszystko "Frankowicze" spotkali się na Krakowskim Przedsmieściu na - jak to nazwali - "spacerze".
Osoby, które zaciągneły kredyty we frankach chcą przewalutowania wszystkich kredytów na złotówki, po kursie jaki obowiązywał w dniu zaciągnięcia zobowiązania oraz likwidacji bankowego tytułu egzekucyjnego.
Przed sobotnim protestem jeden z jego organizatorów Tomasz Sadlik, prezes Stowarzyszenia Pro Futuris, działającego na rzecz osób poszkodowanych przez banki, podkreślał, że kredytobiorcy zostali potraktowani jak "Indianie na dzikim zachodzie". - Wciska się nam świecidełka, zamiast solidnego towaru pod tytułem kredyt - mówił Sadlik.
- 10 lat temu zaczęłam spałacać kredyt we frankach. To był kredyt na mieszkanie, 450 tys. złotych. W ciągu trzech dni mam kredyt 750 tys. złotych. Chcemy być uczciwie traktowani przez banki. Musimy zmienić kulturę relacji klient-bank. W tej chwili jest tak, że ten narzuca nam warunki a my pokornie możemy podpisać albo do widzenia. To jest taki kartel - mówili reporterowi Radia Kraków uczestnicy manifestacji.
Frankowicze zapowiadają, że jeśli rząd i Komisja Nadzoru Finansowego nie pomogą im wyjść z kryzysowej sytuacji, złożą pozew zbiorowy przeciwko KNF.
/K. Surówka, IAR, rnb/ar