Owce z Podhala zamieszkały chwilowo na krakowskich Błoniach. Właśnie w centrum miasta będą wypasane do końca tygodnia. Ich opiekun jest doktorantem filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim. W tym roku ukończył też kurs juhasów finansowany przez województwo małopolskie.
posłuchaj materiału Katarzyny Maciejczyk
Wojciech Czabanowski nie mówi po góralsku, ale owce i tak traktują go po przyjacielsku. Zna imię każdej owcy, czy owce także znają jego imię, nie wiadomo...
Filozof - juhas wypasając owce ma czas na przemyślenia, łączy więc obie życiowe pasje. Widoki i doświadczenia są bardzo inspirujące - podkreśla - obojętne jaka jest pogoda jest fajnie. Jeśli jest piękna, słoneczna pogoda to sama przyjemność, widok na Tatry, na Babią Górę a jeśli jest deszcz, to na hali, gdzie pasiemy robi się zawsze podwójna tęcza. W dodatku rośnie sporo mięty i ona tak nie pachnie jak jest ciepło, ale jak zaczyna padać, unosi się w powietrzu rozkoszny zapach mokrej mięty.
Wojciech Czabanowski usłyszał o kursie baców, który był organizowany kilka lat temu, wtedy już mu się to spodobało, ale jeszcze nie myślał, żeby wziąć w tym udział, ale z czasem jego zainteresowanie kulturą pasterską rosło. Sezon akademicki pokrywa się w małym stopniu z sezonem pasterskim, postanowił więc juhasem być jedynie podczas wakacji. Jak twierdzi, to praca ciężka fizycznie, ale relaksująca psychicznie.
Wstaje się o 4 rano i przez dwie godziny doi owieczki, dojenie jest żmudne, trudne i wymaga wprawy. Jasiek jest juhasem od dziecka, teraz jest bacą i w czasie, kiedy on wydoił wiadro mleka, to ja za pierwszym razem wydoiłem szklankę. Teraz już doję 60% tego, co Jasiek. Później jest śniadanie, nastęnie podział obowiązków - jedna osoba zbiera ser, inna idzie paść, ktoś inny rąbie drewno. Po pasieniu owce prowadzi się do pojenia, owce sobie odpoczywają, później drugie dojenie i pasienie wieczorne, do zmroku.
Krakowski juhas uważa, że owce mogłyby na Błoniach zostać, trawa jest bardzo dobra, pełna mleczy, szczawiu i babki - roślin, które owce lubią. Trawa musi być zielona, soczysta, młoda i urozmaicona, czyli taka jaka jest w Krakowie. Owce są zadowolone, to widać po ich zachowaniu. Kiedy trawa jest gorszej jakości, zwierzęta wędrują w poszukiwaniu ulubionych roślinek a na Błoniach pasą się w jednym miejscu, bo mają to wszystko czego potrzebują.
Owce na Błoniach nie beczą - co znaczy, że czują się bezpiecznie. Stado nie jest liczne, owce są przyjazne i pozwalają się głaskać. Zostały przywiezione do Krakowa by promować kulturę Podhala. W mobilnej bacówce na Błoniach można też spróbować góralskich przysmaków.
Katarzyna Maciejczyk/bp