Prawie 73 procent Polaków wzięło udział w tegorocznych wyborach parlamentarnych. To rekordowa frekwencja od 1989 roku. Wśród województw jedną z największych miała Małopolska - to ponad 74 procent. Podczas wyborów Kraków musiał jednak mierzyć się z kryzysem - kilka komisji musiało prosić o rezerwowe karty, a nawet urny. Niektóre lokale były przepełnione. Najgorzej było w komisji wyborczej nr 124 w VII Liceum Ogólnokształcącym przy ul. Skarbińskiego.
posłuchaj rozmowy Mateusza Bożka z Markiem Jasicą
Zdaniem przewodniczącego Marka Jasicy, w komisji powinno być maksymalnie 2000 wyborców. Okazało się, że wpisanych jest 3000. To dlatego, że oprócz mieszkańców w komisji znalazło się też półtora tysiąca studentów z miasteczka studenckiego AGH. Frekwencja w Krakowie była rekordowa - ponad 81 procent
Najbardziej cierpieli na tym sami wyborcy, którzy w kolejce do urny stali nawet po kilka godzin. Najgorzej było po południu.
Winę za ten "chaos" - zdaniem Jasicy - ponoszą urzędnicy wyborczy i miasto. Chodzi o złą organizację wyborów w Krakowie. Magistrat tłumaczy, że trudno było przewidzieć, do której komisji studenci zostaną przypisani.
Miasto dowoziło do komisji dodatkowe urny i karty do głosowania. Pracę zakończyła dopiero po 23.