Ponad 16 milionów złotych otrzymała już Małopolska na budowę nowych placów targowych. Pieniądze unijne na ten cel trafiły już m.in. do Niepołomic, Limanowej, Starego Sącza czy Krakowa. Czy jednak w dobie hipermarketów ktoś jeszcze będzie na te place chodził? Czy może zbudowane za ogromnie pieniądze place będą święciły pustkami?
Bochnia, ul. Partyzantów. W grudniu przyszłego roku zostanie tam otwarty nowy plac targowy za ponad 2 miliony złotych.
Gabinet weterynarza, budynek badania zwierząt, parking i oświetlenie - wylicza zalety nowego placu Stefan Kolawiński, burmistrz Bochni. Jak przekonuje, nowy plac targowy będzie miejscem tętniącym życiem, przypominających np. targi na południu Włoch.
Kłopot w tym, że kilkadziesiąt metrów za miejscem budowy targu już teraz stoi galeria handlowa. Burmistrz Bochni przekonuje, że nie utrudni to funkcjonowania placu. Działanie sieciówek już teraz jednak mocno odczuwają sprzedawcy innych targowisk.
W tej chwili jest tragedia bo nie ma ruchu - mówią sprzedawcy przy Kleparzu w Krakowie.
"Hipermarkety nie zabiją życia na targowiskach" - uspokaja sprzedawców i samorządowców dr Michał Kudłacz z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.
Według niego konsumenci najczęściej korzystają zarówno z hipermarketów jak i z placów targowych, bo oba miejsca mają inne zalety do zaoferowania. Ale, jak przekonuje, do ożywienia targów nie wystarczy ich wyremontowanie.
Ważna jest lokalizacja, promocja i sposób zarządzania tym miejscem i komplementarność usług, które możemy otrzymać na placu targowym. To są zachowania właściwe i charakterystyczne dla sektora prywatnego, administracja samorządowa musi się tego nauczyć. - twierdzi Kudłacz.
Wniosek? Żeby targi pozostały targami i przynosiły dochody, muszą się promować równie dobrze jak konkurencyjne hipermarkety.
(Karol Surówka/ko)