45-letni Włodzimierz Marcisz startował w niedzielnym biegu. Po drodze zauważył, jak jeden z zawodników osuwa się na ziemię. Natychmiast się zatrzymał, pomógł mężczyźnie i wezwał ratowników. On sam twierdzi: " to żaden szczególny wyczyn" .
Kilka kilometrów dalej sytuacja się powtórzyła. Na trasie zemdlała kolejna osoba a pan Włodzimierz też jej pomógł. Jak twierdzi, to żaden szczególny wyczyn. Podczas biegu naturalnym jest, że trzeba zatrzymać się przy zawodniku, który potrzebuje pomocy.
W Cracovia Maratonie w sumie startowało czworo strażników miejskich. Trzech funkcjonariuszy i jedna funkcjonariuszka.
M.Skowronek/kp