To miejsce ma ambicje, żeby być „Davos Europy”. W Polsce jest już konkurencja. Jest forum w Katowicach. Są także w innych miejscach. Krynica jednak pozostaje numerem jeden. - mówił w rozmowie z Jackiem Bańką, Krzysztof Krzysztofiak z Krakowskiego Parku Technologicznego.
Zapis rozmowy Jacka Bańki z Krzysztofem Krzysztofiakiem z Krakowskiego Parku Technologicznego.
Forum ekonomicznemu w Krynicy bliżej do targowiska idei czy do targowiska próżności?
- Mamy nadzieje, że cały czas jest to spotkanie idei i ludzi, którzy myślą o przyszłości ekonomicznej kraju. To 22 forum. Mam świetne wspomnienia z Krynicy od pierwszych for organizowanych w latach 90. Bywałem tam w różnych charakterze. Od kilku lat jesteśmy tam jako krakowski park technologiczny. Promujemy nasz region, pokazujemy go, jako miejsce do inwestowania i dyskutujemy. To nasze zadanie.
Może coś powinno się zmienić? Jeśli weźmiemy tę tegoroczną gigantomanię, 3000 gości, 150 paneli i pewnie jak zwykle bez konkretnych decyzji. Może powinny tutaj jakieś decyzje zapadać?
- Myślę, że formuła, którą organizatorzy przygotowali kilka lat temu się sprawdza. Wszyscy przyzwyczaili się, że na początku września jesteśmy w Krynicy bo tak wypada. Nie tylko wypada bo politycy i działacze to ludzie próżni, ale warto tam być. To jest miejsce, gdzie raz do roku ludzie potrafią się spotkać nie sami, bo Krynica ma wymiar międzynarodowy. To spotkanie Europy Środkowowschodniej. Jest Ukraina, Rosja, Armenia, Gruzja i tak dalej. Pamiętam takie spotkania. To miejsce ma ambicje, żeby być „Davos Europy”. W Polsce jest już konkurencja. Jest forum w Katowicach. Są także w innych miejscach. Krynica jednak pozostaje numerem jeden.
Wspomniał pan szwajcarskie Davos. Ta nazwa bywa używana w kontekście pejoratywnym. Tam są przedstawiciele wielkiego świata a problemy dotykają zwykłych ludzi. Nie boi się pan, że „Polskie Davos” może być także sformułowaniem pejoratywnym? Z tej perspektywy widać codzienne problemy?
- Bardzo trafne pytanie. Formuła takiego spotkania, ze względów bezpieczeństwa, jest formułą miejsca ekskluzywnego. Deptak zostaje zamknięty. Widzimy kuracjuszy i zastanawiamy się czy to pokaz siły i arogancji, czy wyznacznik czasów, które są niebezpieczne. Będą prezydenci, premierzy. Musi być bezpiecznie. Organizatorzy się starają to załatwić. Jak inaczej można to zrobić? Nie wierzę w sensowność wielkiej grupy i mądrości zespołowej. Wiemy, że mądrość objawia się podczas wyborów, ale nie podczas konferencji. Nie pamiętam znaczących decyzji. Takie spotkania tworzą atmosferę, żeby takie decyzje były później podejmowane. Ci ludzie nie spotykają się tylko po to, że chcą się zobaczyć z kumplami. Spotykamy się, żeby wypracować paletę pomysłów w różnych zakresach.
Spora część dyskusji podczas tegorocznego Forum będzie poświęcona sektorowi finansów publicznych. Sporo będzie mowy o kontaktach rząd – samorząd. Jakbyśmy spojrzeli od strony samorządu to jakie powinny być owoce tych dyskusji? Co się powinno zmienić na tej linii?
- Kiedy pan pyta o relacje państwo – samorząd to mogę opowiedzieć o moich doświadczeniach. Polsce potrzeba silnego samorządu o dużych kompetencjach i środkach. Wszyscy oczekują dobrej polityki. Miasta mają być „smart” i bez korków. Zawsze jest pytanie za co? Rola regulatora państwa jest nieodzowna. Polska jest krajem unitarnym. Tam centrala odgrywa pierwszą rolę. Wiara niektórych samorządowców, że ich region jest ważny i na tym poziomie powinna się skończyć polityka jest złudna.