Mikołaje, bałwanki czy anioły - dla pracowników manufaktury szklanych ozdób w podkrakowskiej miejscowości Bębło to codzienność. Zakład, by utrzymać się na rynku, rocznie wprowadza około 100 nowych form i 300 nowych wzorów. Manufakturę odwiedziła Magdalena Zbylut.
Posłuchaj materiału Magdaleny Zbylut
W tym zakładzie świąteczna produkcja trwa przez cały rok. Manufaktura szklanych ozdób w podkrakowskiej miejscowości Bębło, by utrzymać się na rynku, wprowadza rocznie około 100 nowych form mikołajów, bałwanków, aniołów czy zwierząt.
Proces produkcji bombek choinkowych rozpoczyna się od wydmuchania szkła. "Dmuchacz otwiera formę, wkłada rozgrzane szkło, wdmuchuje powietrze i formuje na przykład kształt sowy. Potem wzmacnia płomień i tym samym hartuje szkło" - wyjaśnia Małgorzata Drapała, dekoratorka.
Następnie bańki są srebrzone od środka, osuszane i dekorowane. Jak przekonuje Małgorzata Drapała to etap najbardziej wymagający. "Do tego potrzebujemy substancji chemicznych i gorącej wody. W efekcie otrzymujemy srebrną banieczkę. Aczkolwiek bańki mogą być też przezroczyste. Do środka możemy włożyć kolorowe piórka, cekiny. One także pięknie wyglądają na choince" - podkreśla Małgorzata Drapała. Po srebrzeniu bańki zyskają nowe kolory. "Zanurzamy je w puszce z farbą. Nie robimy tego pędzlami, bo po tym zostają zacieki i smugi. Kolor najpiękniej wygląda po zanurzeniu" - dodaje dekoratorka.
Wszystkie bańki muszą wyglądać identycznie, pomyłki nie wchodzą w grę. Zdarza się też, że ozdoby pękają w procesie twórczym.
Marek Długosz, współwłaściciel firmy, nie boi się porównania swej manufaktury do biznesu motoryzacyjnego, a produkcją szklanych ozdób zajmuje się już od 25 lat. "Kiedyś jeździło się maluchami, a teraz proszę spojrzeć, jakimi samochodami jeżdżą ludzie. Tu jest taki sam przeskok technologiczny. Bardzo dbamy o detale w naszych ozdobach" - wyjaśnia Marek Długosz.
Średnio produkcja jednej bombki zajmuje około godziny.
(Magdalena Zbylut/ew)