Dziurawe ogrodzenie, zepsute oświetlenie, wysokie krzaki i elewacja z wulgarnym graffiti. Monitoring jest, ale oko kamery nie sięga wszędzie - tak wygląda otoczenie Szpitala im. Żeromskiego w krakowskiej Nowej Hucie. Krajobraz idealny dla złodziei, którzy z tego korzystają. Jak dowiedziało się Radio Kraków, do ostatniego włamania i kradzieży doszło w weekend na oddziale, gdzie hospitalizowane są dzieci. Złodziej rozbił szybę w oknie sali na parterze i bez trudu wyciągnął kobiecą torebkę. Potem uciekł przez dziurę w ogrodzeniu działki. Monitoring nic nie uchwycił. Na szczęście nikomu nic poważnego się nie stało. W sali przebywała w tym czasie chora dwuletnia dziewczynka i jej matka.
Posłuchaj o rozboju w szpitalu im. Żeromskiego
Zbulwersowany włamaniem ojciec dziewczynki postanowił sprawdzić, jak zabezpieczony jest budynek szpitala. "Rzuciło mi się w oczy uszkodzone ogrodzenie. W niektórych miejscach wcale nie było siatki. Ogrodzenie wygląda tak, jakby nie było naprawiane od kilku ładnych lat" - mówi Radiu Kraków Szymon Gruca, który poprosił nas o interwencję.
Szpital odpowiada, że ogrodzenie "jest remontowane niemal codziennie". Zdaniem dyrektora Szpitala im. Żeromskiego, doktora Zbigniewa Króla, problemem są przyzwyczajenia mieszkańców okolicznych domów i kamienic, którzy niszczą ogrodzenie, aby skrócić sobie drogę i móc na przykład szybciej dotrzeć na przystanek tramwajowy.
- Próbujemy to chronić, ale łatwo nie jest. Ta działka liczy 15 hektarów - mówi Król. Na pytanie czy można ogrodzić działkę wytrzymałym płotem, na przykład kamiennym lub metalowym, dyrektor odpowiada, że nie jest to możliwe. Powody są dwa: brak pieniędzy i nadzór konserwatora zabytków. "Ale jeśli będą środki, to ogrodzimy się w sposób trwały" - deklaruje dyrektor nie podając konkretnych terminów ewentualnego remontu.
Szymon Gruca nie chce przyjąć takiego tłumaczenia. "Bardzo łatwo jest się dostać za ogrodzenie, a kilkanaście metrów dalej, za szybą znajdują się chore dzieci, 2-3-latki. Z mojej perspektywy, są w niebezpieczeństwie" - twierdzi.
Budynek, w którym znajduje się oddział chorób zakaźnych dla dzieci, nie jest chroniony z zewnątrz monitoringiem. "Pierwsze pytanie policjantów, którzy przyjechali na miejsce brzmiało: czy jest monitoring" - zauważa Szymon Gruca. Dyrektor szpitala zastrzega, że monitoring jest w miejscach najbardziej newralgicznych, na przykład na korytarzach budynków.
- Monitoring taki jak w bankach nie jest możliwy. Służba zdrowia nie ma tylu pieniędzy co banki - przyznaje. Jednak dyrektor szpitala obiecuje, że monitoring będzie jednym z priorytetów w czasie przetargu, który wyłoni firmę ochroniarską. "Chodzi o stworzenie profesjonalnego systemu monitoringu. Ten, który mamy był tworzony własnymi siłami" - dodał.
- Kiedy przyjeżdżam na sygnale z dzieckiem do szpitala nie powinienem się zastanawiać, czy to miejsce jest bezpieczne, czy jest monitoring, czy ktoś się włamie przez okno na parterze - zauważa Szymon Gruca, którego żona została okradziona.
Dyrektor Szpitala obiecuje, że przy najbliższej termomodernizacji budynku, w oknach na parterze zostaną zamontowane szyby antywłamaniowe. Remont ma się rozpocząć dopiero w 2017 roku.
(Teresa Gut/ko)