Specjaliści alarmują: na naszych drogach jest za dużo znaków drogowych. Według nich kierowcy nie są w stanie wszystkich zauważyć i zapoznać się z ich treścią. Tymczasem miasta wydają miliony złotych na ich utrzymanie.
Kraków, ul. Podwale. Przy 50-metrowym odcinku ulicy stoi 15 znaków informujących o zmianach stref, ograniczeniach prędkości, pierwszeństwie czy ruchu jednokierunkowym. Stolica Małopolski jest w całym województwie rekordzistą, jeżeli chodzi o zagęszczenie informacje drogowych - przy ulicach Krakowa stoi około 80 tys. znaków, na których utrzymanie miasto rocznie wydaje ok 1,7 mln złotych.
Problem ten dotyczy też mniejszych miast. Mieszkańcy Nowego Targu wrzucają już do internetu filmy, w których liczą znaki na poszczególnych ulicach. Najwięcej jest ich na ul. Kazimierza Wielkiego - na 350-metrowym odcinku tej drogi można znaleźć 57 znaków drogowych.
Posłuchaj wypowiedzi
[
]
O tym, że nie wszystkie znaki drogowe w Małopolsce są potrzebne wie też Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, która w tym roku prowadziła akcję usuwania niepotrzebnych znaków. Zlikwidowano 50 ograniczeń prędkości, znaków "ustąp pierwszeństwa" i zakazów zawracania. Podobne inicjatywy organizuje też krakowski ZIKiT - "kilka lat temu usunęliśmy większość znaków w ścisłym centrum Krakowa, wprowadzając wszędzie skrzyżowania równorzędne" - mówi Michał Pyclik z Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu. Jak zapewnia - "jesteśmy otwarci na sygnały od mieszkańców, jeżeli zobaczą jakieś według nich niepotrzebne informacje przy ulicach".
[
]
Sygnały i zdjęcia niepotrzebnych lub absurdalnych znaków mogą Państwo też przesyłać do nas: cnd@radiokrakow.pl.
[
]
(Karol Surówka/ko)