Codziennie od 5 do 15 tysięcy mieszkańców m.in. Zielonek, Radziszowa, Skawiny, Kryspinowa czy Węgrzc przyjeżdża do pracy do Krakowa. Za możliwość połączenia pracy w mieście i życia na wsi płacą słono, głównie za paliwo. Jak się okazuje, poświęcają też sporo pieniędzy na naprawę zawieszena swoich samochodów. Wiele dróg dojazdowych do Krakowa jest bowiem w fatalnym stanie i, jak dowiedziało się Radio Kraków, nic nie zapowiada poprawy.
Mieszkańcy przedmieść Krakowa jeszcze długo skazani będą na jazdę dziurawymi ulicami. Miasto w tej chwili nie planuje remontować zniszczonych ulic: Królowej Jadwigi, Skotnickiej czy Glogera, którymi codziennie do pracy w stolicy Małopolski podróżują m.in. mieszkańcy Zielonek, Skawiny, Radziszowa czy Balic. Zamiast kompleksowych prac naprawczych Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu poprzestanie na łataniu dziur.
- Na Królowej Jadwigi będziemy się zajmowali usuwaniem ubytków, które powstają na bieżąco. Większych prac w tym roku nie przewidujemy. - mówi Piotr Hamarnik z ZIKiT.
Remonty całych nawierzchni będą prowadzone za to m.in. na Wielickiej, Witosa, Andersa czy Pachońskiego w ramach tzw. "szybkiej nakładkowej wymiany nawierzchni". Mieszkańcy Krakowa przekonują jednak, że to zbyt mało. Od klasycznej przebudowy drogi "nakładka" różni się tym, że wymieniana jest jedynie wierzchnia warstwa asfaltu. Podbudowa pozostaje nieruszona.
Na remonty nakładkowe miasto wyda w tym roku co najmniej 15 milionów złotych.
(Karol Surówka/ko)