Wtorek, 27 paź 11 °C Jakość powietrza: Dostateczna Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Dariusz Nowak: w sprawie "Skóry" wiele rzeczy działo się po raz pierwszy

Jak wyglądały pierwsze momenty śledztwa w słynnej sprawie "Skóry", która stała się jedną z najgłośniejszych spraw kryminalnych w Polsce i na świecie? Czy w procesie poszlakowym można jednoznacznie przesądzić o winie oskarżonego Roberta J. - o tym z Dariuszem Nowakiem - byłym policjantem, szefem wydziału dochodzeniowego i rzecznikiem policji, a obecnie twórcą kanału Kryminalny Patrol - rozmawiała Magdalena Zbylut - Wiśniewska.

Dariusz Nowak: w sprawie "Skóry" wiele rzeczy działo się po raz pierwszy
fot. Elżbieta Raczyńska

Posłuchaj rozmowy Magdaleny Zbylut - Wiśniewskiej z byłym policjantem Dariuszem Nowakiem

Czy Pan wierzy w niewinność Roberta J.?

To nie jest kwestia wiary, bo nie chodzi o to chodzi w tej sprawie. Na pewno to trudna sprawa, dla nas którzy ją obserwujemy bardzo trudna. Ja byłem jednym z tych policjantów, którzy pamiętają tę sprawę od początku. Pamiętam, dlatego że byłem na tej barce. To było w styczniu 1999 roku. Pojechaliśmy w kilku. Zadzwonił kapitan tego pchacza i powiedział, że coś wciągnęło mu się w śrubę. Jak pojechaliśmy to rzeczywiście wyglądało to na coś co jest skórą. Nikt nie przypuszczał, że to będzie coś takiego. Wisła ma swoje tajemnice i tragedie. Często zdarzało się, że czyjeś ciało wciągało się taką śrubę - były takie przypadki. Kilka dni później lekarz, który robił sekcję zadzwonił i powiedział: Panowie mamy do czynienia z prawdziwą makabrą. Wygląda na to, że ktoś zabił tę rozmowę - wtedy nie było jeszcze wiadomo kto to jest - i ściągnął z niej skórę jeszcze za życia.

Absolutnie makabryczne...

Takich przestępstw w Polsce jeszcze nie było. Wszystkich postawiono na nogi, to był dla wszystkich szok. Ta sprawa w dalszym ciągu nie jest zakończona.

Z resztą mówi się o tym, że ta sprawa w powojennej historii Polski, w zasadzie nie było takich spraw. Jedna z najgłośniejszych polskich spraw w historii kryminalistyki.

To prawda, ona dzisiaj weszła do tego naszego pitawalu, ale nie tylko krakowskiego, bo przecież cała Polska zna tę sprawę, zna Europa i zna świat, bo w momencie kiedy nad nią pracowaliśmy - tutaj przyjeżdżali policjanci z FBI. Oni wtedy ścigali seryjnego zabójcę. Ten modus operandi, czyli sposób działania tego zabójcy, którego oni ścigali był niemal identyczny jak to zabójstwo Katarzyny u nas. Potem doszli do wniosku, że jednak nie. Faktem jest, że to jedna z najgłośniejszych spraw, myślę że ona weszła do tych annałów podobnie jak sprawa Gorgonowej czy zabójstwo Andrzeja Zauchy. To są sprawy, o których będzie się pamiętać. Ta sprawa jest niezwykła nie tylko ze względu na drastyczność, opis, bo ona faktycznie uderza po oczach. Normalny człowiek nie jest w stanie sobie tego nawet wyobrazić. Ale w tej sprawie wiele rzeczy było po raz pierwszy.

Na przykład badania DNA.

Oczywiście dzisiaj są normą, czymś zwykłym. Wtedy to były pierwsze badania DNA. Choćby z tego względu ta sprawa przeszła do historii. Ja już pomijam te ekspertyzy później - badania roślin, badania eksperta, który badał zadane ciosy. To jest wszystko wyjątkowe w tej sprawie tak samo jak wyjątkowe jest meritum, to co się stało. 

Pan zna sprawę Katarzyny Z. bardzo dobrze. Jak to jest możliwe, że w przypadku Roberta J. nigdy nie było jednoznacznych dowodów na to, że to on jest sprawcą? Jednak mówiło się o tym, że on emocjonalnie pasuje do tej sprawy, a poza tym trenował sztuki walki, pracował w prosektorium.

Pasuje i to jest prawdziwe słowo. 

Był wskazywany od początku...

To się stało w ten sposób, że każdy z policjantów wydział kryminalny, dochodzeniówka, dzielnicowi dostali zadanie przyniesienia informacji kto to może być. Jeden z dzielnicowych z tego terenu przyniósł informacje właśnie o nim. Ja bym powiedział, że charakterologicznie wszystko pasowało i w dalszym ciągu pasuje, ale to jest za mało. Natomiast nigdy tych dowodów wprost nie było. Wygląda, że tych dowodów nadal nie ma. Myślę, że gdyby te dowody były - badania DNA, zeznania świadka - cokolwiek co jest takim dowodem wprost, to prokuratura już dawno by o tym powiedziała. To jest proces poszlakowy. W procesie poszlakowym zawsze jest pewnego rodzaju niewiadoma. W Polsce procesów poszlakowych jest bardzo niewiele. Należą do rzadkości. Zwykle są procesy, gdzie te dowody są takie koronne, jednoznaczne, natomiast tych poszlakowych jest bardzo niewiele. Zwykle sędziowie też byli bardzo ostrożni w wydawaniu wyroków. Sądzę, że tego dowodu nie ma. Proces poszlakowy tym różni się od dowodowego tym, że w dowodowym mamy: to jest ten człowiek, to zrobił on, dowody są takie i takie. W procesie poszlakowym to jest odpowiedź na pytanie: jeżeli nie zrobił tego ten człowiek, to nie zrobił tego nikt inny. Jest tu jednak zawsze pewnego rodzaju "ale".

Ojciec Roberta J. zarzucił policji, że chciała się wykazać. Że jego syn jest kozłem ofiarnym całej tej sprawy. Jak pan na to patrzy - to jest pytanie do człowieka, który był w środku instytucji jaką jest policja.

Rodzina, matka, ojciec - te relacje są pomiędzy nimi normalne - oni do końca nie wierzą, do końca będą bronili. To nie jest pierwsze okrutne zabójstwo. Zawsze tak jest, że rodzice nie wierzą, bo to dla nich emocjonalna porażka. Nigdy się też do tego nie przyznają. To, że jest to sprawa prestiżowa, że była to sprawa ważna też nie ulega wątpliwości. To, że tę sprawę chcieli rozwiązać policjanci i prokuratorzy też nie ulega wątpliwości, bo to było ważne. Skoro o tej sprawie mówi cały świat, to o tych ludziach też będzie wiedział cały świat. To jest normalne w każdej profesji. Nie dopuszczam takiej myśli, że adwokat mówi, że złapaliśmy człowieka i do tego człowieka dopasowaliśmy wszelkie poszlaki, które są. Tak było, mieliśmy kiedyś taki okres w dziejach Polski. Mam nadzieję, że teraz tak nie było, a to że chcieli wykryć tę sprawę było czystą pracą policyjną.  

Komentarze

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS w trybie natychmiastowym. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

    Ola Sobczak

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Kiedy poznamy skalę nadużyć w polskim Kościele? Przewodniczący komisji ds. nadużyć podał termin końcowego raportu

  • Polskie seriale, które dobrze się zestarzały. Te tytuły musi znać każdy

  • Spacer z psem w jesienny wieczór: smycz, odblaski i suche łapy po deszczu

  • Śmierć młodej kobiety podczas wichury w Zakopanem. Właściciel działki usłyszał zarzut

  • "Historia kina nigdy nie stoi w miejscu". 27. Festiwal Filmu Niemego

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS w trybie natychmiastowym. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR