Tragiczna strzelanina w Krakowie ponownie otwiera dyskusję o dostępie do broni palnej w Polsce. – W przypadku broni kolekcjonerskiej uzyskanie pozwolenia wcale nie jest takie trudne. A broń sportowa niczym nie różni się od zwykłej broni ostrej – mówił na antenie Radia Kraków dr Mariusz Sokołowski, były rzecznik komendanta głównego policji i ekspert do spraw bezpieczeństwa. Jego zdaniem konieczna jest analiza przepisów, zasad przechowywania broni oraz skuteczności kontroli jej posiadaczy. Ekspert zwracał również uwagę na niebezpieczne zachowania świadków strzelaniny.
Posluchaj
Panie doktorze, po tej tragedii pojawia się bardzo wiele pytań dotyczących dostępu do broni palnej. Czy w Polsce zbyt łatwo można zdobyć pozwolenie na broń? Czy istnieje jakaś luka w przepisach, z której do tej pory nie zdawaliśmy sobie sprawy?
Z pewnością to, co wydarzyło się wczoraj w Krakowie, sprawi, że powrócimy do dyskusji o dostępie Polaków do broni palnej.
Strzelanina w Krakowie: sprawca użył karabinka samopowtarzalnego AR-15
Z jednej strony jesteśmy krajem, w którym uzyskanie pozwolenia na broń wydaje się dosyć trudne. Dotyczy to szczególnie broni przeznaczonej do ochrony osobistej. W takim przypadku trzeba wykazać realne zagrożenie dotyczące konkretnej osoby.
Z drugiej strony mamy jednak inne kategorie broni, które w rzeczywistości mogą niczym nie różnić się od broni przeznaczonej do ochrony osobistej, a uzyskanie pozwolenia na ich posiadanie jest znacznie łatwiejsze.
Mam na myśli przede wszystkim broń kolekcjonerską i sportową.
Szczególnie w przypadku broni kolekcjonerskiej wymagania są, moim zdaniem, znacznie mniejsze niż przy ubieganiu się o pozwolenie na broń do ochrony osobistej.
Osoba posiadająca takie pozwolenie może mieć kilka, kilkanaście, a niekiedy nawet kilkadziesiąt egzemplarzy broni palnej.
Musimy więc zadać sobie pytanie, czy ten system jest odpowiednio kontrolowany i czy nasze podejście do dostępu do broni nie jest zbyt liberalne.
Wielokrotnie dyskutowałem ze zwolennikami szerszego dostępu do broni. Słyszałem argumenty, że każdy powinien mieć możliwość obrony siebie i swojego domu, że „mój dom jest moją twierdzą”.
Zawsze zadawałem wtedy pytanie: kto poniesie odpowiedzialność, jeśli dojdzie do tragedii podobnej do tej, którą znamy z Norwegii, Stanów Zjednoczonych czy Niemiec?
Niestety, teraz do takiej tragedii doszło również w Polsce.
Prokurator Tomasz Waszczuk: Strzelanina w Krakowie uznana za czyn o charakterze terrorystycznym
Dlatego powinniśmy zastanowić się nad ewentualną zmianą zasad dostępu do broni, ale także nad sposobem kontrolowania jej przechowywania i zabezpieczania przed osobami nieuprawnionymi.
Z tego, co pan mówi, wynika, że przepisy dotyczące wydawania pozwoleń na broń nie zawsze są tak rygorystyczne, jak mogłoby się wydawać.
Jeżeli chodzi o broń kolekcjonerską, to rzeczywiście uważam, że uzyskanie pozwolenia nie jest szczególnie trudne.
Samo określenie „broń kolekcjonerska” może być mylące. Wielu osobom wydaje się, że chodzi o starą, zabytkową broń, która służy wyłącznie do kolekcjonowania.
Tymczasem mogą to być bardzo nowoczesne egzemplarze, w tym broń podobna do tej wykorzystywanej przez wojsko czy nowoczesne pistolety.
Posiadacz pozwolenia na broń kolekcjonerską nie powinien nosić jej przy sobie w stanie załadowanym. Może jednak kupować amunicję, na przykład po to, aby korzystać z tej broni na strzelnicy.
Jeżeli mamy do czynienia z osobą odpowiedzialną, która wie, jak posługiwać się bronią, jak ją przechowywać i zabezpieczyć przed dostępem osób niepowołanych, nie ma problemu.
W mieszkaniu sprawcy strzelaniny nie było wcześniej interwencji. „Nie było żadnych zastrzeżeń do rodziny”
Ale czasami, jak pokazują wydarzenia w Ostrowcu Świętokrzyskim i Krakowie, sytuacja może wyglądać inaczej.
W przypadku broni kolekcjonerskiej można uzyskać pozwolenie między innymi dzięki członkostwu w stowarzyszeniu kolekcjonerskim, po spełnieniu określonych wymagań i zdaniu egzaminu. Konieczna jest również niekaralność.
A takie pozwolenie może umożliwiać posiadanie nie jednej, ale wielu sztuk broni palnej.
Podobnie wygląda kwestia broni sportowej? Karabin, którym miał posługiwać się sprawca strzelaniny w Krakowie, również mógł być bronią wykorzystywaną do celów sportowych?
Dr Mariusz Sokołowski: Określenie „broń sportowa” także może wprowadzać w błąd.
Niektórym wydaje się, że skoro broń jest sportowa, to nie można wyrządzić nią krzywdy. Wiele osób utożsamia ją z bronią pneumatyczną.
To błąd.
Broń sportowa jest normalną bronią palną. Może być równie niebezpieczna jak broń przeznaczona do ochrony osobistej.
Różnica polega przede wszystkim na celu, w jakim wydano pozwolenie. Broń sportowa powinna być wykorzystywana do celów sportowych, podczas treningów i zawodów na strzelnicy.
Ale nadal jest to broń, z której można oddać śmiertelny strzał.
Przez Polskę przetoczyła się swego czasu dyskusja o dostępie do broni sportowej. Wiele osób zapisywało się do klubów strzeleckich, trenowało i kupowało własną broń.
Warto jednak zadać pytanie, czy każda taka osoba rzeczywiście musi przechowywać broń w swoim domu.
Jeżeli klub sportowy dysponuje odpowiednim wyposażeniem, z którego zawodnicy mogą korzystać podczas treningów, czy każdy z nich potrzebuje własnego egzemplarza?
Czy każda osoba uprawiająca strzelectwo sportowe musi posiadać jedną, dwie, trzy albo kilkanaście sztuk broni?
To pytania, nad którymi powinniśmy się zastanowić.
Broń to ogromna odpowiedzialność i niestety nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę.
Muszę przyznać, że trochę mnie to przeraża. Odnoszę wrażenie, że określenia „broń sportowa” i „broń kolekcjonerska” mogą czasami stanowić swego rodzaju przykrywkę, która ułatwia dostęp do niebezpiecznej broni.
Trochę tak to wygląda.
Przypomina mi się sytuacja z lat dwutysięcznych, kiedy policjanci zatrzymali późnym wieczorem mężczyznę przewożącego broń.
Funkcjonariusze podejrzewali, że może mieć powiązania ze środowiskiem przestępczym. Początkowo sądzili, że zatrzymali go na nielegalnym posiadaniu broni.
Okazało się jednak, że broń była posiadana legalnie.
Mężczyzna przewoził ją około północy. Kiedy policjanci zapytali, dokąd jedzie z bronią o tak późnej porze, odpowiedział, że ma pozwolenie na broń sportową i wybiera się na strzelnicę.
Okazywało się, że niektóre strzelnice były otwierane nawet w środku nocy.
Nie wiem, czy chodziło wyłącznie o możliwość treningu, czy także o stworzenie uzasadnienia dla przewożenia broni w nietypowych godzinach.
W tamtym czasie również trwała dyskusja o zasadach dostępu do broni.
Obawiam się jednak, że teraz będzie podobnie. Przez tydzień czy półtora będziemy o tym rozmawiać, a potem dyskusja się zakończy i wszystko wróci do poprzedniego stanu.
Mam nadzieję, że tym razem tak się nie stanie. Być może ta tragiczna sytuacja w Krakowie doprowadzi do rzeczywistych zmian.
Na koniec chciałbym zapytać o zachowanie świadków strzelaniny. Widzieliśmy bardzo różne reakcje.
Wyobraźmy sobie, że słyszymy strzały, a obok nas padają ranni ludzie. Co powinniśmy zrobić w pierwszej kolejności? Uciekać czy próbować udzielać pierwszej pomocy?
Podobnie jak pan oglądałem nagrania i zdjęcia z miejsca tragedii. Pokazują one, jak różnie ludzie reagują na takie zagrożenia.
Z jednej strony widzieliśmy osoby, które zachowywały się właściwie. Uciekały, szukały schronienia, chowały się w bramach czy klatkach schodowych i starały się jak najszybciej oddalić od miejsca, w którym groziło im niebezpieczeństwo.
To jest podstawowa zasada: najpierw uciekaj.
Z drugiej strony widzieliśmy też ludzi, którzy biegli w kierunku miejsca, gdzie padały strzały.
Niektórzy wyciągali telefony, żeby nagrać wydarzenia, mieć materiał do mediów społecznościowych albo później pokazać znajomym, że byli świadkami tragedii.
To skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie.
Naszym pierwszym odruchem powinno być zadbanie o własne bezpieczeństwo.
Jeżeli trzeba, kładziemy się na ziemi, szukamy osłony, chowamy się za murkiem albo w budynku. Najważniejsze, żeby napastnik nas nie widział i żebyśmy nie znaleźli się na linii ostrzału.
W wielu krajach, w których podobne ataki zdarzają się częściej, ludzie są uczeni takich zachowań.
W Polsce przez lata żyliśmy w przekonaniu, że tego rodzaju zagrożenia nas nie dotyczą. Dlatego nie zawsze potrafimy właściwie reagować.
Jeszcze raz podkreślę: niektórzy traktują możliwość nagrania filmu telefonem i opublikowania go w mediach społecznościowych jako coś ważniejszego niż własne bezpieczeństwo.
I to jest naprawdę przerażające.
Bardzo dziękuję za komentarz i rozmowę. Naszym gościem był dr Mariusz Sokołowski, były policjant, obecnie ekspert do spraw bezpieczeństwa.
Dr Mariusz Sokołowski: Dziękuję bardzo.