Czwarty tramwaj "Krakowiak" rozpoczął w czwartek rano kursy na linii numer 50. Chciałoby się powiedzieć "dopiero czwarty", bo w sumie w Krakowie ma być ich 36. Jak już wszyscy doskonale wiedzą, dostawy od producenta, bydgoskiej PESY, mocno się opóźniają. Czasu jest coraz mniej, bo kontrakt trzeba rozliczyć do końca roku - w przeciwnym razie przepadnie unijna dotacja.
MPK dostało wprawdzie zgodę na rozliczenie całego projektu do końca marca 2016 roku. Nie zmienia to jednak faktu, że unijne pieniądze dostanie tylko za te tramwaje, które pojawią się w Krakowie do końca grudnia. Jeśli jakieś pojawią się później - będzie musiało zapłacić za nie z własnej kieszeni. "Tego czarnego scenariusza nie chcę rozważać. Cały czas staramy się, żeby PESA tramwaje dostarczyła. Mamy informacje, że w ciągu kilku tygodni dostawy "Krakowiaków" będą częstsze. Jest szansa, żeby ten projekt został zrealizowany jeszcze w tym roku" - mówi Marek Gancarczyk z MPK.
Jak dodaje Gancarczyk, teoretycznie wystarczy, aby ostatni 36 tramwaj przyjechał do Krakowa 31 grudnia. Producenci z Bydgoszczy zapewniają, że stanie się to wcześniej. Przypomnijmy, że jest wyjście z awaryjnej sytuacji. Zdecydowali się na nie krakowscy urzędnicy przy okazji budowy spalarni śmieci. Podpisali aneks do umowy i przedłużyli termin rozliczenia inwestycji o pół roku, czyli do końca czerwca.
(Maciej Skowronek/ko)