"Bilans 10 lat w Ubii jest korzystny nie tylko dla wsi, ale dla całej Polski. To czas rozwoju, czas stabilizacji gospodarczej. Badania mówią, że 85-89% społeczeństwa dobrze ocenia naszą obecność w Unii." - mówił na antenie Radia Kraków Czesław Siekierski, który otwiera listę PSL do Europarlamentu w okręgu małopolsko-świętokrzyskim.
Europoseł PSL próbował znaleźć także odpowiedź na pytanie dlaczego polska wieś się wyludnia, skoro to właśnie mieszkańcy wsi korzystają ze znacznych dopłat unijnych. "To normalny proces. Polska wieś jest przeludniona. W Małopolsce mamy małe gospodarstwa, średnio 3-3,5 hektara. To są za małe jednostki, żeby zapewnić poziom dochodu pozwalający utrzymać rodzinę na właściwym poziomie." - twierdzi Siekierski, który w głosowaniu polskich europosłów został uznany za drugiego najlepszego eurodeputowanego ubiegłej kadencji z naszego kraju.
Zapis rozmowy Jacka Bańki i Adama Piśko z Czesławem Siekierskim, który otwiera listę PSL do Europarlamentu w okręgu małopolsko-świętokrzyskim.
Jacek Bańka: Panie pośle, w ocenie naszych eurodeputowanych ostatniej kadencji, którzy wskazywali najlepiej pracującego w Brukseli, drugie miejsce zdobył pan.
Czesław Siekierski: Tak, pierwszy był Konrad Szymański.
J.B: To znaczy, że mandat ma już pan w kieszeni?
C.S: Nie. O tym decydują wyborcy. Ja się starałem być dobrym posłem w Brukseli, Krakowie i Kielcach. Sądzę, że to zostanie pozytywnie ocenione i mandat utrzymam.
J.B: Bilans ostatnich 10 lat dla rolnictwa jest korzystny. Dlaczego więc z polskiej wsi wyjeżdżają młodzi ludzie?
C.S: Bilans jest korzystny nie tylko dla wsi, ale dla całej Polski. To czas rozwoju, czas stabilizacji gospodarczej. Badania mówią, że 85-89% społeczeństwa dobrze ocenia naszą obecność w Unii.
J.B: Dlaczego zatem młodzi opuszczają wieś?
C.S: To normalny proces. Polska wieś jest przeludniona. W Małopolsce mamy małe gospodarstwa, średnio 3-3,5 hektara. To są za małe jednostki, żeby zapewnić poziom dochodu pozwalający utrzymać rodzinę na właściwym poziomie. Stąd ubywa mieszkańców na wsi. Nie będzie jednak tak jak w Europie zachodniej. Zostanie sporo mieszkańców wsi, chociaż około 60% z nich nie zajmuje się rolnictwem. Oni chcą tam mieszkać ze względu na klimat. To przyjemne miejsce. Taki model, gdzie dużo ludzi będzie mieszkało na wsi a pracowało zdalnie lub poza wsią jest możliwy.
J.B: Czyli nie jest to groźny proces, żeby szukać sposobów jak zatrzymać młodych na wsi?
C.S: Jest groźny proces. Trzeba tworzyć miejsc pracy, gospodarstwa muszą być rozwojowe i się powiększać. To będzie taki model austriacki. Gospodarstwa muszą mieć także dodatkowe usługi jak przetwórstwo czy agroturystyka. Muszą mieć taką działalność, że ktoś z domowników pracuje poza gospodarstwem a rodzina mieszka na wsi. To jest ten model. Wieś potrzebuje miejsc pracy.
J.B: Jakie mechanizmy są potrzebne na poziomie UE, żeby w oczy polskich rolników nie zaglądało embargo na mięso czy owoce?
C.S: Unia to powoli realizuje. Mamy wspólną politykę rolną. Podobnie jest w sprawie handlu. Problemy embarga są do rozwiązania na szczeblu unijnym i na szczeblu strony trzeciej, w tym wypadku Rosji. Jakie warunki? Stabilizacja w zakresie produkcji i sprzedaży, zbytu. Muszą być także stałe kontakty eksportowe. Tak robi Holandia. Ona często eksportuje towary, których nawet nie wyprodukowała.
J.B: Ale to naszych producentów żywności dotyka embargo? Jaki ma być ten mechanizm?
C.S: Stabilizacja jest na szczeblu makro, na szczeblu polityki Unii. Na szczeblu mikro jest w gospodarstwach. Rolnicy muszą tworzyć grupy i razem eksportować. Muszą być fundusze, które by pozwoliły na gromadzenie środków, które by zabezpieczyły finansowo gospodarstwa na trudniejsze okresy. One zależą od pogody i od polityki.
Adam Piśko: Buduje pan obraz polskiej wsi, który pamiętam z wizji Leszka Balcerowicza. Przez te wszystkie lata nie zrobiliśmy nic, żeby się do tej wizji przybliżyć?
C.S: Jesteśmy w tej chwili trzecim producentem jabłek na świecie i pierwszym eksporterem. To jabłka między innymi z okolic Nowego Sącza, Sandomierza. Sadownicy dobrze się organizują, otrzymali pomoc na budowę przechowalni i sortowni, żeby towar był najwyższej jakości. To ogromny postęp, który się dokonał. Nigdzie indziej tak nie było.
J.B: Jeśli komuś znacząco poprawiła się sytuacja przez te 10 lat to przede wszystkim rolnikom. Skąd zatem taka frekwencja w wyborach? Rolnicy też niezbyt chętnie wybierają swoich przedstawicieli. Mówi się o około 20% frekwencji w nadchodzących wyborach.
C.S: Pomimo że takie środki trafiły do rolników to dalej dochody rolników stanowią tylko 2/3 dochodów innych grup zawodowych. Z tego 50% to dotacje unijne. To, że są dopłaty, z tego korzystamy wszyscy. Mamy tańsze produkty. Musimy tak na to patrzeć. Część środków przepływa do firm, które zaopatrują rolników.
J.B: Zatem czym pan tłumaczy niską frekwencję?
C.S: To wina polityków, zbyt małej informacji w szkole, w mediach. Często pokazujemy Unię krytycznie. Politycy mają coś takiego, że jak coś jest dobrze to zostało to zrobione w kraju a jak coś złego to w Unii. Trzeba pokazywać wielkie osiągnięcia i powoli to trafi do ludzi i rolników. Najlepszą formą przekazu jest dotarcie do młodych ludzi. Oni to przekażą dalej.