Krakowskie MPK może odetchnąć z ulgą. Ostatni tramwaj zamówiony w bydgoskiej PESIE w poniedziałek późnym wieczorem opuścił fabrykę i we wtorek rano dotarł do Krakowa. To oznacza, że wszystkie zamówione pojazdy zostały dostarczone przed końcem roku. To ważne, bo taki był warunek umowy na unijną dotację na ten projekt. Gdyby którykolwiek z tramwajów nie pojawił się w Krakowie przed 31 grudnia, MPK nie dostałoby za niego unijnej dotacji. Chodzi o niebagatelna kwotę, bo jeden "Krakowiak" kosztuje około 8 milionów złotych, a dofinansowanie wynosi aż... 80 procent.
MPK jednak cały czas uspokajało, że pieniędzy nie straci, bo gdyby PESA nie zdążyła, musiałaby zapłacić karę w wysokości... wspomnianej dotacji. To jednak wiązałoby się ze sporą administracyjną gimnastyką i niemiłym wrażeniem. PESA i tak już podpadła pasażerom i przewoźnikowi, bo pierwotnie wszystkie 36 "Krakowiaków" miały dotrzeć do połowy września. Producent tłumaczył się jednak... zbyt późnym podpisaniem kontraktu (unijna dotacja została zatwierdzona w ostatniej chwili) i ogromem zamówień.
Kraków i tak był w dobrej sytuacji, bo PESA wciąż ma nieskończone kontrakty na tramwaje dla Łodzi, rodzimej Bydgoszczy oraz na pociągi dla PKP Intercity. We wszystkich tych przypadkach czas goni bardziej, niż w przypadku Krakowa. Na szczęście saga związana z "Krakowiakiem" wreszcie się kończy i najnowsze składy mogą już spokojnie po Krakowie jeździć.
@MPK_Krakow informuje: Ostatni, 36. tramwaj #Krakowiak jedzie z Bydgoszczy do #Krakow. Amen!!! :) #MPK #KMK @RadioKrakow
— Maciej Skowronek (@maciejskowronek) grudzień 29, 2015
14 z nich kursuje na linii nr 4 z Bronowic Małych na Wzgórza Krzesławickie w Nowej Hucie, 10 na linii numer 50 (Kurdwanów - Krowodrza Górka), tyle samo powinno też jeździć na linii nr 52 (os. Piastów - Czerwone Maki). W weekendy "Krakowiaki" powinniśmy też zobaczyć m.in. na linii nr 24 (Kurdwanów - Bronowice). Dwa pojazdy, jak przekonuje MPK, muszą pozostawać w rezerwie.
(Maciej Skowronek/ko)