Jeszcze w styczniu kinową premierę miał film „Vika”, w którym Agnieszka Zwiefka portretuje najstarszą polską DJ-kę. Produkcja przepełniona energią i klubową muzyką rozświetlała spojrzenie na starość. „Drzewa milczą” biorą na warsztat dokumentalny historię dużo bardziej ponurą, choć kategoria „rozświetlania” wciąż jest adekwatna. Oto najnowszy film polskiej dokumentalistki rozpoczyna się w lesie na polsko-białoruskiej granicy a w centrum zainteresowania obiektywu znajduje się siedemnastoletnia uchodźczyni – Runa. "Przy granicy polsko-białoruskiej, przy naszym wspaniałym wielkim murze właśnie teraz stoi kilka kilkunastolatek z Afryki których nasz kraj nie chce wpuścić. To są rówieśniczki mojej bohaterki Runy. To ta grupa wiekowa i ta płeć, która jest najbardziej narażona na ten kryzys uchodźczy. Stąd też też celowo skierowałam obiektyw właśnie w stronę nastoletniej uchodźczyni. Myślę, że te dziewczyny płacą najwyższą cenę za to, co się dzieje na granicy: za to, że - jak bohaterka mojego filmu - pochodzą z Iraku w którym ISIS zabija Kurdów, za to, że Putin wraz z Łukaszenką postanowili potraktować ich jako piłeczki do ping ponga i zagrać z naszym polskim rządem a nasz polski rząd te piłeczki bardzo ładnie odbija." - mówiła na antenie Radia Kraków reżyserka. Zwiefka nie ukrywa, że była pewna, że okoliczności festiwalowej premiery filmu pozwolą na dużo większy dystans względem dramatycznyc wydarzeń na wschodniej granicy Polski. A jednak. Dziś „Drzewa milczą” wybrzmiewają z tym silniejszą mocą, zwłaszcza, że nie jest to opowieść przepełniona cierpieniem. Wręcz przeciwnie ciepłem i nadzieją. Z Agnieszką Zwiefką rozmawia Tadeusz Marek.